1060m. TrailRank. 32. Dlouhe strane – jeden z siedmiu cudów Republiki Czeskiej Wycieczka na górę Dlouhé stráně (1350 m n.p.m.) i zbiornika Dlouhe strane, położonego w paśmie Jesionika w Sudetach Wschodnich, w północno-wschodnich Czechach.Krzyżne to jedna z najładniejszych tatrzańskich przełęczy i w sezonie letnim cieszy się sporą popularnością. Zimą jednak mało kto decyduje się tam zapuszczać. Ze względu na znaczne zagrożenie lawinowe, na Krzyżne można iść tylko przy bardzo sprzyjających warunkach. A ponieważ takie obecnie w Tatrach panują, postanowiłem je wykorzystać. Wiele z moich tegorocznych, zimowych planów wymaga, żeby w górach panowały naprawdę dobre warunki. Małe zagrożenie lawinowe, stabilna pogoda, brak niskich chmur – to konieczność, by móc bezpiecznie zdobywać te trudniejsze i rzadziej odwiedzane miejsca. Szczęśliwie, takie sprzyjające okno pogodowe nadeszło już w styczniu. Po zimowym wejściu na Małołączniak, nie miałem konkretnie sprecyzowanego następnego celu. To była raczej pula pomysłów, które chciałem dopasowywać do aktualnych warunków na szlakach. Gdy więc nadarzyła się okazja to kolejnego wyjazdu, trochę się wahałem. Ostatecznie, wybór padł jednak na Krzyżne. Dlaczego właśnie tam? Po pierwsze, sytuacja lawinowa na podejściu wyglądała na bezpieczną. Druga rzecz: bliskość popularnego schroniska na Hali Gąsienicowej dawała nadzieję, że po paru dniach dobrej pogody szlak będzie już przetarty. Krzyżne w zimie – szlaki i zagrożenia Na przełęcz Krzyżne prowadzą trzy szlaki: żółty przez Dolinę Pańszczycy,żółty od Doliny Pięciu Stawów,czerwony (Orla Perć) od Granatów. Pierwszy, choć dość długi, jest najprostszą z opcji. Nie ma na nim technicznych trudności ani dużych ekspozycji. Bez problemu pokona go każda osoba o przyzwoitej kondycji. Druga trasa również nie należy do trudnych, choć posiada parę bardziej stromych i eksponowanych odcinków. Natomiast ostatni wariant, prowadzący przez słynną Orlą Perć, jest przeznaczony raczej wyłącznie dla zaawansowanych turystów. W sezonie letnim Krzyżne cieszy się dużą popularności i po każdej z tras chętnie odwiedzają go ludzie na różnym poziomie górskiego doświadczenia. Natomiast zimą przełęcz świeci pustkami. Powodem jest przede wszystkich wysokie zagrożenie lawinowe, choć długość niektórych prowadzących tam tras też odgrywa sporą rolę. Orla Perć zimą zmienia się w szlak ekstremalnie trudny, którego pokonywanie wymaga bardzo dużych umiejętności oraz trochę sprzętu wspinaczkowego. Trasa od Doliny Pięciu Stawów jest z kolei niebezpieczna ze względu na często schodzące lawiny. Jedyną rozsądną opcją jest więcej wejście przez Dolinę Pańszczycy, jednak i ono wymaga sprzyjających warunków. Problem w tym, że to najdłuższa z tras, przez co niewiele osób wędruje nią podczas krótkich, zimowych dni. Gdy jednak ktoś będzie chciał tam pójść, moim zdaniem powinien wyczekać naprawdę dobrych warunków śniegowych i pogodowych. Niech to będzie lawinowa jedynka z bezpiecznymi północnymi i zachodnimi wystawami oraz stabilna pogoda z niedużym wiatrem i świetną widocznością. A co do wymaganego sprzętu, to oprócz ciepłej, zimowej odzieży, niezbędne będą stuptuty, raki oraz czekan. Wejście na Krzyżne zimą – relacja z wycieczki Dojazd do szlaku Podobnie, jak przy poprzedniej wycieczce, zdecydowałem się na podróż autobusem startującym z Krakowa o godzinie 4:40. Jako, że jest środek tygodnia, nie czuję potrzeby wcześniejszej rezerwacji biletu. Po prostu idę na dworzec, wsiadam i jadę. W Zakopanem jestem około 6:40. Wcześnie, ale okazuje się, że busik do Kuźnic już stoi. Zajmuję w nim miejsce i czekam chwilę, aż w końcu ruszy i zawiezie mnie wraz z kilkunastoma innymi osobami na granicę Tatrzańskiego Parku Narodowego. Dojście do Hali Gąsienicowej przez Dolinę Jaworzynka Wysiadam parę minut po 7-mej i od razu ruszam w stronę wejścia do parku. Jak to przeważnie bywa, przed świtem punkt poboru opłat jeszcze nie działa, więc 5 złotych zostaje w mojej kieszeni. Na Halę Gąsienicową decyduję się iść żółtym szlakiem prowadzącym przez Dolinę Jaworzynka. Jest bardziej narażona na lawiny niż niebieska trasa przez Boczań, ale skoro mamy dziś „jedynkę”, to mogę zafundować sobie jakąś odmianę. Swoją drogą, wchodząc tam, nauczyłem się, że to jednak nie jest „Dolina Jaworzynki”, lecz „Dolina Jaworzynka”. No cóż, pół życia w błędzie, choć patrząc na to, że obie wersje są używane równie często, to nie tylko ja byłem nieuświadomiony. Pierwszy etap szlaku wiedzie brzegiem niewielkiego potoku, w terenie o bardzo małym nachyleniu. Po chwili przejścia lasem wychodzę na długą polanę (Polana Jaworzynka), na której mijam kilka zabytkowych szałasów. Za polaną znów do lasu i tu nachylenie zaczyna powoli rosnąć. Pojawia się też znak informujący o zagrożeniu lawinowych. Zdarza się, że śnieg zsuwa się do doliny ze zboczy grzbietu nazwanego Skupniów Upłaz (po tym grzbiecie prowadzi niebieski szlak). Generalnie, już przy lawinowej dwójce, moim zdaniem lepiej wybrać inną trasę. Dolina Jaworzynka – wejście na teren zagrożony lawinami. W pewnym momencie szlak skręca w prawo i zaczyna oddalać od płynącego dnem doliny potoku. Zaczyna się dość strome podejście, z którym będę się pewnie zmagać przez kolejne około 30 minut. Najpierw idę w terenie pół otwartym, później już w gęstym lesie. Kawałek dalej szlak dociera do ostrego zakrętu, z którego fajnie widać strome zbacza Kopy Magury. Następnie znów lasem, choć mijając po drodze kilka ciekawszych punktów widokowych. I tak w sumie aż do Przełęcz Miedzy Kopami, gdzie szlaki żółty i niebieski się łączą. Początek podejścia zboczami Małej Królowej Kopy. Tu chwila w nieco bardziej odsłoniętym terenie. Panorama z przełęczy jest dziś fenomenalna. Praktycznie całe Podhale przykryte jest morzem chmur, które wciąż podświetla na czerwono niedawny wschód słońca. Aż zrobiłem sobie tu chwilę przerwy, by ponapawać się tym widokiem. Morze chmur nad Podhalem widoczne z Przełęczy Między Kopami. Z przełęczy w stronę Hali Gąsienicowej prowadzi już tylko jeden szlak. Oznaczona na niebiesko trasa najpierw delikatnie się wznosi, a następnie prowadzi dłuższą chwilę przez Królową Rówień – płaski, rozległy teren porośnięty trawami, kosodrzewiną i rzadkimi, niewysoki drzewkami. Teraz oczywiście większość z tego znajduje się pod śniegiem. Pod koniec Równi teren zaczyna się obniżać. Przez kilka minut schodzę po szerokiej, umiarkowanie nachylonej drodze, aż w końcu wydostaję się na wielki, otwarty teren otoczony dziesiątkami skalistych szczytów. To Hala Gąsienicowa – dla wielu jedno z najpiękniejszych miejsc w Tatrach. Zimowe widoki na Hali Gąsienicowej. Idąc przez Halę mijam parę niewielkich chatek, a następnie odbijam w stronę schroniska PTTK Murowaniec. Jest dość popularne i tłumnie odwiedzane, ale ze względu na kontrowersyjną politykę noclegową (zakaz spania na podłodze) i dużą komercjalizację, nie cieszy się zbyt dobrą opinią. Schronisko PTTK Murowaniec. Wejście na Krzyżne – zimą przez Dolinę Pańszczycy Przy schronisku znajduję parę różnokolorowych drogowskazów. Jeden z nich kieruje właśnie na Krzyżne. Bez zastanowienia skręcam więc w podaną przez niego stronę i zaczynam dalszy etap wycieczki. Początkowo idę śladem trzech szlaków: czarnego do Brzezin, żółtego na Krzyżne oraz zielonego na Rówień Waksmundzką i Rusinową Polanę. Czarny odbija jednak na północ tuż za końcem zabudowań rejonu schroniska. Tam też schodzę z szerokiej, wygodnej drogi i skręcam w węższą leśną ścieżkę. Na tym odcinku schodzę lekko w dół. Parę minut później trafiam na mały mostek nad Czarnym Potokiem Gąsienicowym, a dalej na kolejne rozdroże. Tym razem żegnam się z kolorem zielonym. Póki co, szlak wciąż jest przetarty. Zauważam dwa ślady biegnące w przeciwnych kierunkach. Te świeższe wiodą w stronę schroniska. Są też jakiś odciski nart, choć nic z tych rzeczy nie pochodzi z dzisiaj. Cóż, nie jest źle, choć szczerze mówiąc, liczyłem na nieco więcej. Śladów na szlaku nie ma zbyt wiele, ale przynajmniej dają pewność, że choć kawałek jest przetarty. Chwilę później wychodzę z lasu i zaczynam iść w otwartym terenie po północnym zboczu Żółtej Turni. Tu jeszcze warunki są całkiem dobre. Do tej pory nie założyłem nawet raków. Śnieg jest twardy, ślad wyraźny, a pogoda zdecydowanie dopisuje. Chwilę po wyjściu z lasu. Poruszam się teraz w poprzek łagodnie nachylonego zbocza, powoli nabierając wysokości. Miejscami ślady są zawiane, jednak odszukanie ich dalszych fragmentów nie sprawia mi kłopotów. Zdarza mi się również trafić na oznaczenia żółtego szlaku, widniejące na pniach małych drzewek bądź wystających spod śniegu kamieniach. Czasem zdarzy mi się natrafić na oznaczenia żółtego szlaku. Po pewnym czasie nachylenie stoku rośnie na tyle, że decyduję się zatrzymać i ubrać raki. Komfort masztu znów rośnie, a ja mogę skupiać się na dalszym pokonywaniu trasy. Ta wiedzie mnie na trawers jednego z grzbietów góry, poniżej którego płynie mały strumień. Po chwili ścieżka obniża się, przekracza płynący żlebem potok, a zaraz później ponownie zaczyna wznosić po kolejnym stoku. Tu jednak jest już nieco stromiej. I szczerze mówiąc, przy wyższym stopniu zagrożenia lawinowego, nie czułbym się w tym miejscu zbyt dobrze. Trawers dobiega końca, szlak skręca z prawo i tu zaczynają się kłopoty. Stary ślad miejscami ciężko odszukać, a ponadto tutejszy śnieg ma taką strukturę, że nietrudno wdepnąć w coś bardziej miękkiego i zapaść po kolana. Zmęczenie narasta, podobnie jak zwątpienie w to, czy uda się dotrzeć na przełęcz. Bo skoro już tu nie jest łatwo, to co będzie dalej? Brnąć dalej, posiłkuję się GPS-em. To pomaga mi trzymać się oryginalnego przebiegu trasy oraz trafiać czasem na stare ślady moich poprzedników. Choć muszę przyznać, że tempo marszu mam wolne, a często wpadanie w śnieg bywa irytujące. W tym pełnym śniegu i kosodrzewiny terenie, marsz staje się coraz trudniejszy. W końcu docieram do kulminacji kolejnego grzbietu. Za nim rozpościera się rozległa Dolina Pańszczycy, dnem której biegnie dalsza część szlaku na Krzyżne. Problem w tym, że zejście na dno doliny jest dość strome, a ślady wydają się w tym miejscu urywać. Co robić? Idę kawałek w prawo, później w lewo, ale nie trafiam na dalszy trop. Po chwili zauważam jednak w dole drogowskaz na rozdrożu szlaków. I przy nim ślady są. Tylko jak ci ludzie tam zeszli? No nic, trzeba będzie jakoś improwizować. Rzut oka z góry na Dolinę Pańszczycy. Na żółto zaznaczone skrzyżowanie szlaków na dole oraz orientacyjny przebieg mojej trasy na Krzyżne. Wybieram sobie jakiś dowolny punkt na zboczu i po prostu zaczynam schodzić w kierunku szlakowskazów, ciesząc się, że pokrywa śnieżna jest dziś dobrze związana. Muszę tylko uważać w pobliżu skupisk kosodrzewiny, gdzie parę razy nogi znów wylądowały pod śniegiem. W końcu, udaje się dotrzeć na dół i stanąć na rozdrożu. Śladów od strony czarnego szlaku brak. Są jednak na Krzyżne i to w liczbie sugerującej obecność więcej niż dwóch osób. Choć w drugiej strony, może ktoś po prostu robił tu przerwę i chodził w kółko. Początek żółtego szlaku w Dolnie Pańszczycy. Zaczynam iść wgłąb doliny. Wyraźne ślady cieszą, ale śnieg nadal wnerwia. Co parę kroków się zapadam, trwoniąc siły na wygrzebywanie się i szukanie lepszych miejsc na postawienie nogi. Marsz za wyraźnym śladem wgłąb doliny. Niestety, miejscami zdarza mi się zapadać w śnieg. Po jakichś 300 metrach docieram do Czerwonego Stawu, którego tafla jest częściowo zamarznięta i zasypana. Obchodzę go z prawej strony i idę jeszcze kawałek dalej za widocznym śladem. Przejście obok Czerwonego Stawu. Niestety, parę minut dalej trop staje się coraz cięższy do odszukania. Nie wiem, czy ktoś postanowił tu zawrócić, czy dalsze odciski zawiało, czy po prostu ja zgubiłem ślad (choć szukałem dość dokładnie w najbliższej okolicy), ale faktem jest, że jak chcę dalej, to od tej chwili muszę już kombinować po swojemu. Ok, szybka analiza sytuacji. Problemy: idzie się dość ciężko, dalszy szlak nieprzetarty, do przełęczy jeszcze ponad 2 kilometry, a wraz ze wzrostem temperatury śnieg będzie bardziej miękki i poruszanie się może być jeszcze trudniejsze. Plusy: dobra pogoda, spory zapas czasu, prowiantu oraz sił, widzę cel i mniej więcej wiem, jak iść. Patrzę na zegarek – jest trochę po 9:30. Postawiam, że jeśli warunki się pogorszą albo do 12-stej nie będę na przełęczy, to bezwzględnie zawracam. To da mi 4 godziny na powrót w okolice schroniska przed zmrokiem. Wydaje się rozsądne. Od tej pory sporo pomagam sobie GPS-em. Nie zależy mi na bezmyślnym kopiowaniu letniego wariantu trasy, ale chcę mieć mniej więcej pojęcie gdzie iść, by na przykład nie wpakować się na jakieś wzniesienie, z którego później i tak będę musiał zejść. Stopniowo uczę się też rozpoznawać „dobry śnieg” od tego gorszego. Zapadam się coraz rzadziej, wiem, gdzie lepiej iść wolniej, a gdzie mogę przyspieszyć. Zaczynam czerpać coraz więcej frajdy z bycia samemu w tej dolinie i kombinowania którędy należy iść dalej. Samodzielne wyszukiwanie drogi przez Dolinę Pańszczycy. Na żółto zaznaczone dalsze przejście. W pewnej chwili rośnie przede mną jakiś pagórek. Wdrapanie się na niego kosztuje mnie trochę sił i frustracji przy upadkach w okolicach kosodrzewiny. Co więcej, gdy jestem już prawie na szczycie, dociera mnie, że wcale nie musiałem włazić tak wysoko – wystarczyło kawałek, a później przejście na drugą stronę, gdzie teoretycznie biegnie żółty szlak. Podejście na Wielką Kopkę – jak się później okazało, nie do końca potrzebne. No cóż, ale skoro już wszedłem, to bez sensu jest schodzić w dół, skoro i tak zaraz będę znów nabierał wysokości. Postanawiam więc trzymać się stoków Kopki, które później przeradzają się w zbocza Waksmundzkiego Wierchu. Są nieco nachylone i pokryte śniegiem, ale akurat ten jest w większości mocno zmrożony i idzie się po nim zaskakująco dobrze. Bez zapadania się, lekko w dół – czysta przyjemność. Przejście zboczem Waksmundzkiego Wierchu w kierunku Krzyżnego. Powoli zbliżam się do żlebu, który wyprowadzi mnie na przełęcz. Tuż przed wejściem do niego widzę jednak ślady lawiny, która zeszła jakiś czasu temu z jednego z bardziej stromych żlebów po bokach. Ten, którym ja będę szedł, wygląda na bezpieczniejszy, a wiedza o dobrych dziś warunkach lawinowych skłania mnie do kontynuowania wycieczki. Zaczynam podejście. Początek jest łagodny, a mocno zmrożony śnieg stanowi dobre oparcie dla stóp. Z czasem trudność jednak rośnie. Żleb staje się bardziej stromy, śnieg czasem nie wytrzymuje nacisku buta. Powoli zaczynam się czuć zmęczony, więc co jakiś czas robię sobie parusekundowe przerwy. Początek podejścia żlebem. Z czasem teren robi się jednak bardziej wymagający. Podczas jednej z takich przerw odwracam się za siebie i na dnie doliny zauważam narciarza w czerwonym ubraniu. O, fajnie! Będzie towarzystwo. Niestety, to był jedyny raz, gdy się widzieliśmy (bo zakładam, że on też bez problemu mógł mnie zauważyć na podejściu). Nie dotarł na Krzyżne. Musiał gdzieś po drodze zawrócić. W drodze powrotnej wdziałem jakieś świeże ślady w dół Doliny Pańszczycy, więc pewnie to tam się później skierował. Ja tymczasem kontynuuję mozolne podejście. Żleb stopniowo skręca w lewo. Wspina się dość ciężko, choć pomagają liczne przystanki i wyznaczanie sobie małych celów: „byle do tego kamienia”, „tych trawek”, „tego piargu”. I jakoś to idzie. W najbardziej stromej części żlebu. W końcu nachylenie zaczyna się zmniejszać. Pod przełęczą pokrywa śnieżna jest cieńsza. W wielu miejscach zauważam odsłonięte kamienie i trawki. Dotarcie tam pozwala mi nieco odetchnąć. Też nie jest super komfortowo, szczególnie, gdy muszę rysować rakami o skały, ale lepsze to niż męczące zapadanie się. W górnej części żlebu śniegu jest mniej. W pewnej chwili zauważam stojący na przełęczy drogowskaz. A więc to już! Jednak się uda. Zapominam o zmęczeniu, szybko pokonuję ostatnie metry i z radością staję na przełęczy. Krzyżne należy do mnie! No, może nie dosłownie, ale jestem praktycznie pewny, że tego dnia nikogo innego tu nie było. Końcówka podejścia. Widoki z Krzyżnego faktycznie są bardzo fajne. Szczególnie te w kierunku Doliny Pięciu Stawów imponują liczbą dostrzegalnych szczytów. Ściągam plecak i robię sobie dłuższą chwilę zasłużonej przerwy. Krzyżne zdobyte zimą! W tle widok w kierunku Orlej Perci. Spojrzenie w stronę Doliny Pańszczycy. Na środku zdjęcia ciekawie prezentuje się Żółta Turnia. Rzut oka w kierunku Waksmundzkiego Wierchu. A tu w stronę Wielkiego Wołoszyna. Najlepszy widok jest jednak na Dolinę Pięciu Stawów oraz znajdujące się dalej szczyty. Po lewej stronie można dostrzec Niżnie Rysy oraz Rysy. Kawałek dalej, mniej więcej w 1/3 szerokości, są Mięguszowiecki Szczyt Czarny, Pośredni i Wielki, a także Cubryna. Natomiast dwa najbardziej wybijające się wierzchołki w prawej części fotografii to Hruby Wierch oraz Krywań. Na dole zdjęcia widać również warunki w żlebie prowadzącym do Doliny Pięciu Stawów. Wdrapując się tutaj, rozmyślałem, czy możliwe będzie zejście trasą do Doliny Pięciu Stawów. Wystarczył mi jednak krótki rzut oka na panujące tam warunki, by poznać odpowiedź. Nie – to się dziś nie uda. Bardzo stromo, mnóstwo śniegu, a do tego ślady świeżych lawin. Wracam tą samą drogą – koniec tematu. Powrót z Krzyżnego do Murowańca Strasznie tu wieje. Jednak nie będę zbyt długo siedział. Robię więc jeszcze parę zdjęć, żeby na wszelki wypadek mieć więcej materiału do wyboru, a później zawracam i ruszam w dół żlebu. Początek zejścia z Krzyżnego do Doliny Pańszczycy. Schodzi się zaskakująco dobrze. Nie chcę się jednak rozpędzać. Wiem, że są tu miejsca, gdzie noga może wejść w śnieg aż po kolano. W takiej sytuacji lepiej nie mieć zbyt dużego impetu, bo mogłoby się skończyć jakimś urazem albo lotem w dół. Wolę już być na dole te parę minut później. Najbardziej stroma część żlebu już za mną. Schodzę nieco inaczej, niż zdobywałem wysokość. Podchodziłem krótkimi, gęstymi zakosami, a teraz idę praktycznie prosto w dół. Nie ma również mowy o zmęczeniu – staję tylko po to, by się rozejrzeć dookoła albo zrobić jakieś zdjęcie. Nie docieram aż do postawy żlebu. W pewnym momencie odbijam lekko w prawo i obieram kurs na zbocze Waksmundzkiego Wierchu, które chcę trawersować aż do okolic Wielkiej Kopki. Ponowne przejście zachodnim zboczem Waksmundzkiego Wierchu. Będąc już na Kopce mam świetny podgląd na resztę doliny. I dość szybko dociera do mnie, że wcześniej szedłem niezbyt optymalną wersją trasy. No cóż, z góry lepiej widać – nie jest to żadna niespodzianka. Przez oczami cały czas mam cel tego etapu wędrówki: jeden z grzbietów Żółtej Turni, pod którym znajduje się skrzyżowanie szlaków. Bez większego problemu wytyczam więc w głowie plan drogi powrotnej i przystępuje do jego realizacji. Droga powrotna przez Dolinę Pańszczycy. Oczywiście, lepsza trasa nie oznacza trasy bez problemów. Znów było zapadanie się, potykanie i okazjonalne gubienie drogi. Obyło się jednak bez większych wpadek. Nawet GPS-u nie musiałem uruchamiać. Kawałek przed Czerwonym Stawem trafiam na swoje własne ślady, które zostawiłem idąc do góry. Kończę więc kombinowanie i już po znanej trasie wracam w okolice drogowskazu. Teraz muszę dostać się na wysoki grzbiet ograniczający dolinę od zachodu. Na jego stokach dostrzegam teraz parę starych śladów, więc ochoczo ruszam za nimi. W pewnym momencie się jednak urywają i dalej znowu muszę kombinować po swojemu. Wyjście z Doliny Pańszczycy. Początkowo po jakichś starych śladach, później już improwizując. Trochę zdyszany docieram do góry. Stromo tu było, a mój zapas sił jest już nieco uszczuplony. Ale wygląda na to, że najgorsze za mną. Następna godzina będzie powrotem po licznych śladach, przeważnie w dół. Chwilę po wdrapaniu się na ograniczający dolinę grzbiet. Idę grzbietem aż do momentu ponownego trafienia na własne ślady. Tam skręcam w lewo i zaczynam marsz w dół łagodnie nachylonego stoku. Później trawers, zejście na dół żlebu w potokiem, odzyskanie wysokości i ponownie przez pochyłe zbocza Żółtej Turni. Fragment dość przyjemny, choć i tu nie obyło się paru potknięć i zapadnięć. Myślę, że w takich warunkach naprawdę fajnie szło by się w rakietach lub nartach. Zejście w poprzek stoków Żółtej Turni. Murowaniec coraz bliżej! W tle można dostrzec też kolejkę na Kasprowy Wierch. Wchodząc do lasu wiem, że zostało mi już naprawę niewiele drogi. Po kilkuset metrach trafiam na skrzyżowanie z zielonym szlakiem, a kawałek dalej dołącza też czarny. Parę minut później siedzę już pod schroniskiem, meldując Martynie bezpieczny powrót do cywilizacji. Zejście do Kuźnic Chwila przerwy i ruszam dalej. Wychodzę na Halę Gąsienicową i niebieskim szlakiem powoli wdrapuję na Królową Rówień. Dalej łagodne zejście na Przełęcz Między Kopami i później żółtym szlakiem przez Dolinę Jaworzynka. Tu raczej nie ma się co rozpisywać – to dokładnie ta sama trasa, co rano. Wędrówka niebieskim szlakiem w stronę Przełęczy Między Kopami. Zejście do Doliny Jaworzynka. W tle, na środku zdjęcia można dostrzec ślad po niewielkiej lawinie na stoku Skupniów Upłazu. Końcówka szlaku przez Jaworzynkę z widokiem na Nosal. Powrót do domu W Kuźnicach trafiłem na niemal gotowy do objazdu busik. Kierowca zapraszał już ostatnie osoby na pokład. Mi przypadło miejsce stojące, ale cóż, nie będę wybrzydzał – to tylko parę minut, a później pewnie i tak jakiś fotel się zwolni. Po dotarciu do Zakopanego, ruszam w stronę dworca (busy w Kuźnic zatrzymują się w pewnej odległości od niego). I niestety widzę, jak kurs do Krakowa właśnie go opuszcza. Co gorsza, w innego stanowiska właśnie rusza kolejny. Trochę szkoda, ale coś mnie podkusiło, by jednak powalczyć o swoją szansę. Podbiegam kawałek, macham do kierowcy, a ten… bez problemu zatrzymuję się przy wyjeździe z dworca i wpuszcza na pokład. No proszę, czasem warto próbować. Kupuję bilet i rozsiadam wygodnie w połowie pustym autobusie. Około 2,5 godziny później jestem już w Krakowie. Zimowe wejście na Krzyżne – podsumowanie Takiej wycieczki jeszcze nie miałem. Zdarzało mi się być gdzieś pierwszym danego dnia. Chodziłem już po starych, ledwo widocznych śladach. Potrafiłem gubić tropy i później je odnajdować. Ale samemu zakładać ślad przez parę kilometrów podejścia? Tego nie było. Ciesze się jednak, że miałem ku temu okazje. Że pomimo trudności nie zawróciłem, lecz podjąłem wyzwanie i miałem sporo frajdy realizując jeden z moich tegorocznych, zimowych celów. I co więcej, znowu zrobiłem to w czasie o sporo lepszym od teoretycznego (około 7:30h zamiast szlakowego 9:25h). Ale dobra, dość tego samozachwytu. Bo tak naprawdę, to mam sporo wątpliwości. Czy poprawnie założyłem ślad? Czy żlebem na Krzyżne podchodziłem w najbezpieczniejszy możliwy sposób? Ile głupot zrobiłem? Ile razy byłem zagrożony, nie zdając sobie z tego sprawy? I czy w ogóle, gdybym nie znam TOPR-owskiego komunikatu lawinowego, to dałbym radę samodzielnie ocenić ryzyko w terenie, w którym przebywałem? Nie znam, niestety, odpowiedzi na te pytania. Brakowało mi tam trochę kogoś, kto by spojrzał na to, co robiłem krytycznym okiem, wytknął błędy i pozwolił wyciągnąć wnioski. Tak, żebym przy kolejnej takiej sytuacji umiał zachować się jeszcze lepiej. No to jeszcze powrót w okolice głównego wątku tego tekstu. Krzyżne zimą – na pewno fajna przygoda, ale też na pewno nie dla każdego. Przełęcz o tej porze roku nie cieszy się dużą popularnością, a prowadząca na nią trasa jest długa i często dość niebezpieczna. By więc móc w pełni cieszyć się taką wycieczką, należy posiadać już sporo zimowego doświadczenia, a na szlak ruszyć przy możliwie najlepszych warunkach. Mapa trasy (przebieg orientacyjny, bo moje podejście nieco różniło się od letniego wariantu).szlak w poprzek zbocza ★★★ ZORBING: stoczenie się ze zbocza w kuli z plastiku ★★★★★ dzejdi: GOŁOBORZE: bezleśne, kamieniste zbocza gór ★★★ MOTYLNIK Stacy,ego, bylina z rodziny storczykowatych ★★★★★ sylwek: WALKA: staczana na ringu ★ mariola1958? zespół okruchowych skał osadowychPowiem krótko. Uwielbiam Tatry Bielskie (Belianske Tatry). Uważam je za szczególnie urokliwe, sielskie i w ogóle och i ach. Leżą całkowicie po słowackiej stronie Tatr, choć niegdyś, tylko przez 300 lat, należały do Polski. Tak jak pobliskie miasteczko Biała Spiska, od którego pasmo odziedziczyło nazwę. Tatry Bielskie stanowią wyodrębnione pasmo. Sąsiadują z Tatrami Wysokimi, lecz wapienne wzgórza, o dolomitowym charakterze wyraźnie odznaczają się od efektownych granitowych turni. Ale to wcale nie oznacza, że ustępują urodą tatrzańskim kolosom. Wręcz przeciwnie – tworzą niezwykle malowniczy krajobraz. Walery Eljasz bardzo trafnie wyraził to, co rejestrują oczy: Sąsiedztwo najwyższych szczytów tatrzańskich około Łomnicy daje pyszny widok, tchnący dzikością w przeciwstawieniu do zielonych trawiastych zboczy Tatr Bielskich. Cała grupa nie jest zbyt wysoka, zaledwie 5 szczytów przekracza wysokość 2000 m, a najwyższym jest Hawrań, liczący 2152 m. Niestety obecnie żaden z nich nie jest dostępny szlakiem turystycznym, bowiem większość znakowanych ścieżek zostało zamkniętych w latach 1978 -1980 roku. Oficjalnie z powodu ochrony przyrody, jednak decyzja o wyłączeniu Bielskich z ruchu turystycznego miała podłoże polityczne. Po prostu w Jaworzynie, położonej u stóp pasma, funkcjonował rządowy ośrodek wypoczynkowy, a dygnitarze korzystający z jego uroków żądali spokoju i dyskrecji. Nie chciano, aby ktoś przypadkowy pałętał się po okolicy, toteż zamknięto wszystkie szlaki w okolicy. Proste? Mieszkańcy regionu wystarali się o przywrócenie trasy na Szeroką Przełęcz Bielską dopiero w 1993 roku. Usilnie starają się o rekonstrukcję szlaku na Płaczliwą Skałę oraz odcinka szlaku grzbietowego we wschodniej części pasma. Trzymam kciuki za te działania, w końcu śpiewka o ochronie przyrody to kpina, zwłaszcza że Bielskie pełne są myśliwskich ambon… Obecnie jedynym szlakiem prowadzącym w poprzek Tatr Bielskich jest ten, który opiszę poniżej. Mimo iż nie porywamy się na żaden szczyt, to i tak trzeba włożyć sporo wysiłku w pokonanie trasy (mocne podejście na Szeroką Przełęcz się kłania). W nagrodę otrzymamy wspaniałe panoramy no i względny spokój. Ruch w tym zakątku Tatr jest znacznie mniejszy niż w Tatrach Wysokich! Trzeba jeszcze koniecznie wspomnieć, że Tatry Bielskie upodobały sobie kozice. Można spotkać ich tu całe kierdle wraz z młodymi. Na Szerokie Przełęczy Bielskiej TRASA: ŹDZIAR STREDNICA – PTASIOWA RÓWIEŃKA – SZEROKA PRZEŁĘCZ BIELSKA – SZALONY PRZECHÓD – PRZEŁĘCZ POD KOPĄ – DOLINA ZADNICH KOPERSZADÓW – POLANA GAŁAJDOWA – TATRZAŃSKA JAWORZYNA CZAS: 6 h – to średni czas przejścia bez odpoczynków TRUDNOŚCI: Szlak jest łatwy, brak tu trudności technicznych. Natomiast trzeba zachować czujność podczas podejścia na Szeroką Przełęcz – odcinek ten bywa śliski i błotnisty, zwłaszcza po opadach. PRZEWYŻSZENIE: 994 m RELACJE: Szlak ławkami usiany, Płaczliwa Skała *** ŹDZIAR STREDNICA – PTASIOWA RÓWIEŃKA szlak zielony 30 min Wycieczkę możemy rozpocząć w centrum Ździaru, idąc przez Mąkową Dolinę (Monkova Dolina) lub w Ździarze Strednica, na rozległej polanie, gdzie ulokował się ośrodek narciarski. Zdecydowanie wolę drugą opcję, bowiem Strednica latem jest pusta, parking darmowy, a ten krajobraz na Tatry Bielskie… Palce lizać! No więc zaczynamy w Strednicy, skąd zielone znaki prowadzą do Ptasiowej Rówieńki (940 m). Znajduje się tu wiata i budka, gdzie Słowacy kasują za wejście na ścieżkę edukacyjną. Wytyczono ją ze względu na wyjątkowe walory przyrodnicze, a wiedzie ona przez Szeroką Przełęcz na Przełęcz pod Kopą. To jedyne miejsce w całych słowackich Tatrach, gdzie pobiera się opłaty. Ponoć wołają 1 euro, ale nigdy nie miałam okazji sprawdzić, gdyż zawsze buda była zamknięta, kiedy tam byłam – zazwyczaj wcześnie rano. Ździar Strednica. Szlak prowadzi lewym skrajem polany, w dół doliny. Dolina do Regli Fragment szlaku PTASIOWA RÓWIEŃKA – SZEROKA PRZEŁĘCZ BIELSKA szlak czerwony 2 h 30 min Szlak wkracza w wąską Dolinę do Regli, której wylot obramiają Regiel Mały i Bednarski, a my zapuszczamy się w prawdziwą dzicz i mam tu na myśli dzicz botaniczną. Wszystko porośnięte jest czym się da, nawet strumień skrywa się w łanach łopianów i mimo że szlak wiedzie wzdłuż Reglanego Potoku, to wodę widać z rzadka. Ponad godzinny marsz (licząc od Strednicy) doprowadza na Polanę pod Głośną Skałą (Pod Hlásnou skalou, 1050 – 1100 m). Wysokich gór niestety nie widać, ale dolomitowe skałki Łasztowicy i Głośnej Skały urozmaicają otoczenie. Właśnie na tej polanie rozpoczyna się najmozolniejszy odcinek szlaku. Przygotujcie się psychicznie na żmudne pokonanie 800 metrów przewyższenia. Ścieżka nie jest trudna, ale częściowo prowadzi po skałach. W dwóch miejscach zamontowano nawet łańcuchy, lecz te przydadzą się raczej przy oblodzeniach lub w trakcie deszczu. Oczywiście mimo braku technicznych trudności trzeba uważać, bowiem cały ten fyrtel jest błotnisty, więc po opadach robi się tam paskudnie ślisko. Widoki nie są zbyt rozległe. Z przodu ogranicza je grzbiet, na który tak wytrwale się wdrapujemy, z tyłu oglądamy Rów Zdziarski i wzgórze Magury Spiskiej. Polana pod Głośną Skałą Łasztowica Szlak oznakowany jest na czerwono, natomiast ścieżka edukacyjna na zielono. Oba znaki funkcjonują równolegle. Jest i łańcuch, przy suchej skale zbędny Skałki są nieco bardziej strome, aniżeli na zdjęciach. Po opadach będą upierdliwe. A za plecami Dolina do Regli. W tle Magura Spiska. Ponoć warto zawitać w Szerokiej Dolinie wiosną, kiedy liczne zielsko kwitnie i wydziela mnóstwo cypek to niepozorna z tej strony Płaczliwa Skała. Cel już blisko, przynajmniej na zdjęciu 😉 Szeroka Dolina. W dole Ździar, nad nim wał Spiskiej Magury. W tle Gorce i Pieniny. Ostatnie metry podejścia na przełęcz Na wysokości ok. 1600 metrów przekraczamy progi Doliny Szerokiej, stanowiącej tak naprawdę spadzisty kocioł polodowcowy, wciśnięty pomiędzy Szalony Wierch (po lewej) a Płaczliwą Skałę (po prawej). Ścieżka jakby łagodnieje, Szeroką Przełęcz (Široké sedlo) widać już na horyzoncie, więc wydobywamy z dna ostatnie rezerwy energii, by w końcu stanąć na wysokości 1826 metrów. Nagle otwiera się wspaniała panorama na Tatry, która wynagradza forsowną wędrówkę. Szeroka Przełęcz dzieli Tatry Bielskie na wschodnie i zachodnie. Na prawo od niej (część zachodnia) grzbiet jest wyższy, a szczyty wybitniejsze. Płaczliwa Skała, Hawrań, Nowy Wierch i Murań są dobrze widoczne z polskich Tatr. Natomiast na lewo od przełęczy grzbiet Bielskich jest wyrównany, tworzy trawiasty, łagodniejszy wał. Być może wkrótce przywrócą tam stary trakt. Szeroka Przełęcz Bielska i Płaczliwa Skała Szalony Wierch Panorama z okolic Szerokiej Przełęczy Zbliżenie na Jagnięcy i grupę Łomnicy Zbliżenie na Wysoką i Rysy A z drugiej strony ładnie widać pienińskie Trzy Korony 🙂 SZEROKA PRZEŁĘCZ BIELSKA – SZALONY PRZECHÓD – PRZEŁĘCZ POD KOPĄ szlak zielony 40 min Z Szerokiej Przełęczy kierujemy się w lewo, trawersując zbocze Szalonego Wierchu, nazwanego tak ze względu na uciążliwe i trudne podejście od strony północnej. Po pokonaniu około 100 metrów przewyższenia osiągamy najwyższy punkt naszej wycieczki, tj. Szalony Przechód (1934 m), Głupią Przehybę, a według Słowaków jeszcze inaczej – Vyšné Kopské sedlo. Warto dorzucić jeszcze 11 metrów wdrapując się na kulminację ponad Przechodem, zwaną Szaloną Kazalnicą – widok będzie pełniejszy. Perć na Szalony Przechód Po drodze otwiera się widok na Dolinę Zadnich Koperszadów Tatry Bielskie z Szalonego Przechodu Zbliżenie na Hawrań i Płaczliwą Skałę Przed nami Jagnięcy i Koperszadzka Grań Piękna północno-zachodnia grań Łomnicy z Durnym Szczytem Dolina Przednich Koperszadów i górujące nad nią Jatki (wschodnia część Tatr Bielskich) Aby zaliczyć następny punkt trasy, czyli Przełęcz pod Kopą (Kopské sedlo, 1750 m) musimy zejść grzbietem łączącym Tatry Bielskie (Szalony Wierch) z Wysokimi (Jagnięcy Szczyt). Szlak obniża się dość zdecydowanie, jednakże bez trudności. Łagodne siodło Przełęczy pod Kopą stanowi granicę pomiędzy Tatrami Wysokimi a Bielskimi, to doskonały punkt do porównania rzeźby terenu po obu stronach przełęczy. Nazwa pochodzi od wapiennej Kopy Bielskiej ulokowanej po sąsiedzku. Na przełęczy pod Kopą kończy się ścieżka edukacyjna, jednakże w zamian znajduje się węzeł szlaków, dający kilka opcji do dalszej wędrówki. Możemy skierować się w stronę Białego Stawu, a następnie: podnóżem wschodniej części Tatr Bielskich dotrzeć do schroniska Plesnivec (pod Szarotką), skąd można zejść do Tatrzańskiej Kotliny (szlak zielony) Doliną Kieżmarską (szlak niebieski) zejść do Drogi Wolności w miejscowości Tatrzańskie Matlary do Zielonego Stawu Kieżmarskiego, by kontynuować wędrówkę czerwonym szlakiem przez Rakuski Przechód do Tatrzańskiej Łomnicy lub dalej do Starego Smokowca do Zielonego Stawu Kieżmarskiego, by zejść Doliną Kieżmarską (szlak żółty) do Białej Wody przy Drodze Wolności. Przejrzyj również te opisy tras. Znajdują się po sąsiedzku, a niektóre odcinki pokrywają się z wyszczególnionymi powyżej opcjami: ZIELONY STAW KIEŻMARSKI I SCHRONISKO PLESNIVEC JAGNIĘCY SZCZYT Ja zaproponuję jeszcze inną opcję, a mianowicie malowniczy szlak przed Dolinę Zadnich Koperszadów, biegnący u stóp najwyższych szczytów Tatr Bielskich. W ten sposób zamkniemy pętlę wokół najbardziej malowniczej części tegoż pasma. Przełęcz pod Kopą – granicą pomiędzy Tatrami Bielskimi a Wysokimi Węzeł szlaków na Przełęczy pod Kopą. W tle grań Orlej Perci i Wołoszyna. PRZEŁĘCZ POD KOPĄ – DOLINA ZADNICH KOPERSZADÓW – POLANA GAŁAJDOWA – JAWORZYNA SPISKA szlak niebieski 2 h 15 min Zejście do Zadnich Koperszadów (Zadné Med’odoly) to czysta przyjemność, bowiem niebieski szlak łagodnie schodzi w głąb doliny, trawersując południowe stoki Płaczliwej Skały. Ścieżka jest wygodna, pozwala skupić się na wyjątkowo uroczym otoczeniu. Warto zwrócić uwagę na zbocza Tatr Bielskich, które w specyficzny sposób przecięte są dwoma rzędami skałek W niższych częściach doliny wypasano niegdyś stada wołów i owiec z Białej Spiskiej. Dziś już niestety nie zobaczymy „łowiecek” ze zbyrkującymi dzwoneczkami, a szkoda, pasowałyby jak ulał do sielskiego otoczenia. Zarastające polany stanowią naprawdę przyjemny punkt widokowy. W dawnych czasach stał tu również domek myśliwski, gajówki oraz płot, gdyż w okolicy znajdowała się granica rezerwatu Hohenlohego. No ale zwierzyniec księcia to temat na osobny wpis. Ścieżka schodząca do Doliny Zadnich Koperszadów Tablice upamiętniają walki toczone tu pomiędzy pasterzami z Białej Spiskiej a poddanymi zarządców Państwa Niedzickiego Polany w Zadnich Koperszadach powoli zarastają, jednak nadal stanowią fenomenalne miejscówki widokowe Niebawem mijamy miejsce o interesującej nazwie: Skoruszowy Burdel. Jeszcze lepiej brzmi leśniczówka TANAP: Chata na Burdeli. 😀 Niestety, muszę sprowadzić was na ziemię i wyjaśnić, iż burdel jest prawdopodobnie pochodzenia wołoskiego i oznacza zagrodę dla owiec. Następnie szlak wiedzie wzdłuż potoku, po drodze przeciskając przez skalne wrota, tj. Koperszadzką Bramę. Po dłuższym marszu lasem, kiedy już zaczynamy psioczyć na monotonię, docieramy do bardzo fajnego miejsca, z którego roztacza się ciekawa sceneria na Tatry Wysokie. Mowa o Gałajdowej Polanie, zwanej też Polaną pod Muraniem (1100 – 1120 m). Funkcjonuje tu zaaranżowana przez TANAP ekspozycja geologiczna przybliżająca budowę Tatr. Tuż za Polaną przekraczamy Jaworowy Potok i szeroką drogą, niestety od niedawna wyasfaltowaną, maszerujemy do Tatrzańskiej Jaworzyny, gdzie kończy się nasza pętla wokół zachodniej części Tatr Bielskich. Tam warto uwiecznić drewniany kościółek z Doliną Jaworową w tle. Mój misio!Skoruszowy Burdel Szeroka Jaworzyńska… Marzenie! Koperszadzka Brama Polana pod Muraniem z Muraniem 🙂 Polana pod Muraniem, inaczej Gałajdowa Piękny Lodowy Tatrzańska Jaworzyna PRAKTYCZNE RADY: Z Zakopanego do Ździaru (kurs na Poprad) kursują autobusy przewoźnika Strama. W linku znajdziecie aktualny rozkład jazdy oraz cennik. Dopowiem, że można płacić w złotówkach i euro. Atakując Szeroką Przełęcz warto wysiąść na przystanku Ździar Strednica – jest stąd bliżej do Ptasiowej Rówieńki niż z centrum Ździaru. Szlak na odcinku Ptasiowa Rówieńka – Przełęcz pod Kopą funkcjonuje jako ścieżka edukacyjna. W sezonie pobierana jest opłata za wstęp w wysokości 1 euro – tu posiłkuję się wiedzą internetową, bo ja jeszcze nigdy nie trafiłam na kasjera. Rano kasa jest zazwyczaj zamknięta. Po intensywnych opadach radzę unikać podejścia czerwonym szlakiem ze Ździaru na Szeroką Przełęcz, bo na stówę, zrobi się błotko, będzie zatem ślisko, stromo i nieprzyjemnie. Przepaści tam nie ma, ale łatwo będzie można obić pupcię, a nawet złamać nóżkę. Zaleca się pokonanie szlaku w opisanym kierunku. Szlak kończymy w Jaworzynie Spiskiej – do Łysej Polany i dalej do Zakopanego kursuje wspomniana już Strama. Możemy też podejść z buta do Łysej Polany i tam złapać busa do Zakopanego czy Bukowiny Tatrzańskiej. Marsz zajmie nam około 40 min, ale pamiętajcie, by na ostrych zakrętach schodzić na pobocze – kierowcy potrafią pruć niemiłosiernie. Akcje ratownicze w górach Słowacji prowadzone są odpłatnie, dlatego warto się ubezpieczyć. Numer alarmowy do HZS: 18 300. Górskie pozdro, Madzia / Wieczna Tułaczka *** Tu też jest fajnie: Facebook Instagramrodzaj zbocza górskiego ★★★ LAWINA: stacza się ze zbocza góry ★★★ OREADY: greckie boginki gór ★★★★★ BROCKEN: najwyższy szczyt gór Harz'u (1142) ★★★★★ OSCYPEK: ser z polskich gór ★★★ TRAWERS: szlak w poprzek zbocza ★★★ ZORBING: stoczenie się ze zbocza w kuli z plastiku ★★★★★ dzejdi Pogoda na Rysach dzisiaj ( i w kolejnych dniach. Jakie warunki pogodowe przewidują meteorolodzy? W czwartek temperatura na Rysach (Tatry) ma wynieść 8 °C. Z kolei spodziewana prędkość wiatru to 9 km/h. Deszczu spodziewamy się na poziomie 1 pogodowe: Rysy, Tatry ( meteorologów, na Rysach o godz. 06:00 w czwartek powinno być:Temperatura: 6 °C Prędkość wiatru: 13 km/h Na Rysach (Tatry) o godz. 09:00 spodziewane są:Temperatura: 7 °C Prędkość wiatru: 8 km/h O godz. 12:00 w czwartek na Rysach meteorolodzy przewidują:Temperatura: 8 °C Prędkość wiatru: 8 km/h Może spaść 2 mm deszczu O godz. 15:00 w czwartek na Rysach meteorolodzy przewidują:Temperatura: 9 °C Prędkość wiatru: 8 km/h Może spaść 4 mm deszczu W czwartek o godz. 18:00 na Rysach przewidywane są następujące warunki:Temperatura: 9 °C Prędkość wiatru: 8 km/h Może spaść 2 mm deszczu W czwartek o godz. 21:00 na Rysach przewidywane są następujące warunki:Temperatura: 7 °C Prędkość wiatru: 11 km/h W piątek o godz. 00:00 na Rysach przewidywane są następujące warunki:Temperatura: 7 °C Prędkość wiatru: 15 km/h Prognozę pogody dla Rysów na najbliższy tydzień znajdziesz w TatrachRysy są położone na granicy polsko-słowackiej w Tatrach Wysokich. Ich wysokość to 2501 m Posiada trzy wierzchołki, północno-zachodni jest najwyżej położonym punktem w Polsce - 2499 m i jest wpisany do Korony Europy. Warunki pogodowe na Rysach w najbliższych dniachczwartek, Rysach (Tatry) za dnia odczuwalna temperatura ma wynieść 5 °C. Możliwość wystąpienia opadów to 50%.Minimalna temperatura: 6 °C, Maksymalna temperatura: 9 °C, Prędkość wiatru: 9 km/h, Opady deszczu: 1 mm W nocy z czwartek na piątek minimalna temperatura wyniesie 7 °C, a prędkość wiatru 14 km/h. Deszczu może spaść do 1 mm. piątek, ciągu dnia na Rysach (Tatry) odczuwalna temperatura wyniesie 7 °C. Możliwość pojawienia się opadów wynosi 44%.Minimalna temperatura: 8 °C, Maksymalna temperatura: 11 °C, Prędkość wiatru: 11 km/h, Opady deszczu: 2 mm W nocy z piątek na sobotę najniższa spodziewana temperatura to 7 °C, natomiast wiać ma z prędkością 16 km/h. Można spodziewać się deszczu na poziomie 2 mm. sobota, Rysach (Tatry) za dnia odczuwalna temperatura ma wynieść 7 °C. Możliwość wystąpienia opadów to 69%.Minimalna temperatura: 8 °C, Maksymalna temperatura: 11 °C, Prędkość wiatru: 9 km/h, Opady deszczu: 3 mm W nocy z soboty na niedzielę minimalna temperatura wyniesie 7 °C, natomiast wiatr ma mieć prędkość do 2 km/h. Można spodziewać się deszczu na poziomie 3 mm. niedziela, Rysach (Tatry) za dnia odczuwalna temperatura ma wynieść 6 °C. Prawdopodobieństwo opadów to 64%.Minimalna temperatura: 7 °C, Maksymalna temperatura: 9 °C, Prędkość wiatru: 3 km/h, Opady deszczu: 4 mm W nocy z niedzieli na poniedziałek najniższa przewidywana temperatura wyniesie 3 °C, natomiast wiać ma z prędkością 5 km/h. Deszczu może spaść do 4 mm. poniedziałek, ciągu dnia na Rysach (Tatry) odczuwalna temperatura wyniesie 4 °C. Prawdopodobieństwo opadów szacuje się na 8%.Minimalna temperatura: 4 °C, Maksymalna temperatura: 9 °C, Prędkość wiatru: 7 km/h, W nocy z poniedziałku na wtorek najniższa przewidywana temperatura wyniesie 5 °C, natomiast wiać ma z prędkością 4 km/h. wtorek, temperatura w ciągu dnia na Rysach ma wynieść 5 °C. Według prognozy pogody, prawdopodobieństwo opadów wynosi 21%.Minimalna temperatura: 5 °C, Maksymalna temperatura: 9 °C, Prędkość wiatru: 4 km/h, W nocy z wtorku na środę najniższa przewidywana temperatura wyniesie 3 °C, a z kolei prędkość wiatru 3 km/h. Promocje na gadżety turystyczneMateriały promocyjne partnera Pogoda na Rysach - kiedy iść?Pogoda na Rysach cechuje się klimatem wysokogórskim strefy umiarkowanej oraz ma charakterystyczne cechu alpejskiego klimatu. Pogoda jest bardzo zmienna, występują silne wiatry, w tym halny oraz mgła, która może utrudniać wędrówkę. Natomiast śnieg na Rysach może zalegać nawet do późnego lata. ZOBACZ KONIECZNIEIdziesz w góry? Tego nie róbSzlaki na RysyNa szczyt Rysów prowadzą dwa szlaki turystyczne obukierunkowe. Od polskiej strony szlak północy czerwony oraz od słowackiej strony szlak południowy niebieski i czerwony. Trasa na Rysy wymaga odpowiedniego obuwia, odzieży i sprzętu turystycznego. Przyroda w drodze na RysyNa Rysach występuje wiele różnorodnych roślin. Na wysokości 2483–2503 m znajduje się 63 gatunki roślin kwiatowych, a w większości roślin alpejskich. Na szczytach Rysów można znaleźć rzadkie gatunki roślin, jak ukwap karpacki, wiechlina tatrzańska i skalnica odgiętolistna. Zbocza południowe są zamieszkałe przez świstaki i kozice. Ciekawostki o RysachWśród zdobywców Rys jest między innymi Maria Skłodowska-Curie wraz z mężem Pierrem, którzy weszli na szczyt w 1899 i koszulki trekkingowe w promocyjnych cenachMateriały promocyjne partnera
Sentiero Italia to najdłuższy górski szlak w Europie. Przecina cały kraj i został poprowadzony przez wszystkie łańcuchy górskie we Włoszech. Zaczyna się w okolicy Triestu, przy granicy włosko-słoweńskiej, a następnie prowadzi przez Alpy, Apeniny, Sycylię, aż na Sardynię.
Piękne kremowe żiguli już czwartą godzinę wspinało się po zakrętach abchaskiego Kaukazu. Przy każdym strumyku przecinającym naszą drogę zatrzymywaliśmy naszego mechanicznego potwora, by odpoczął. A także żebyśmy my mogli się napić. Nie, nie wody ze strumienia, ale domowej abchaskiej wysokoprocentowej czaczy. Kaukaz, Abchazja czy Bałkany, tu w górach zawsze Cię ugoszczą. Zagrycha – gruszki z przydomowego sadu. Może i z robakami, ale kolejnym zakręcie na skraju przepaści już ich nie widzisz. To ta chwila kiedy las szumi w głowie, a kolory są bardziej intensywne niż normalnie. A cały świat jest tak piękny… Jak się znaleźliśmy w takiej sytuacji? Góry w Abchazji – Jak się dostać na szlaki Kaukazu? Abchazja ma jedną w miarę porządną drogę. Biegnie ona od granicy z Gruzją, wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego do granicy z Rosją i dalej, do Soczi. To droga asfaltowa, pełna wariatów za kierownicą i krów leżących na drodze, ignorujących trąbienie tychże szaleńców. Po tej drodze odbywa się też jako taka komunikacja zbiorowa w Abchazji. Jeszcze po Abchazji jeżdżą taksówki. Te drugie zabiorą każdego także w prawie każdy zakamarek kraju, tyle że za dużo wyższą cenę. I żeby się dostać w głąb kaukaskich gór można spróbować autostopu, można wynająć taką prywatną taksówkę. Można też w stolicy Abchazji, w Suchum (gdzie i tak traficie, żeby uzyskać wizę do Abchazji) na deptaku przy czarnomorskiej plaży zapisać się na zorganizowaną wycieczkę. Sprzedawcy w budkach wprost prześcigają się w zachwalaniu własnej oferty: każdy busik jest lepszy od tego konkurencji, ma lepszą klimę, jest nowszy, nasza przewodniczka jest fajniejsza / ładniejsza. Ostatecznie wycieczki różnią się tylko dniem, w którym są organizowane, czasem nieznacznie ceną (przekąski wliczone/niewliczone w cenę). Busik podjedzie po Was pod hotel czy dom, w którym mieszkacie. Przewodnik mówi po rosyjsku i Waszymi współpasażerami będą tylko Rosjanie wypoczywający na tzw. abchaskiej riwierze (dawniej “sowieckiej”). Wycieczka z przewodnikiem do Jeziora Rica – największa atrakcja Abchazji Zorganizowana wycieczka do Jeziora Rica, jednego z najpopularniejszych miejsc turystycznych w Abchazji, jest jak podróż nad Morskie Oko w Tatrach. Asfaltem, kubek wina, foto z jeziorem i do domu. Atrakcje ogląda się dosyć szybko, czasu jest tyle by zrobić zdjęcie i jedziemy dalej. Dłuższe postoje urządzanie są w punktach sprzedaży pamiątek i degustacji miodów i abchaskich win. Nasza przewodniczka sypała jednak legendami i historyjkami z rękawa. I trzeba przyznać, że robiła to bardzo interesująco. Najpierw wycieczka mija wodospad Dziewczęce Łzy, 100 metrowej wysokości wąskie strużki wody. Legenda mówi oczywiście o nieszczęśliwej miłości dziewczyny do ducha gór. Przeciwstawiał się temu zła czarownica. Przed śmiercią dziewczyna poprosiła tylko, by mogła przez wieki płakać nad straconą miłością tu w górach. I tak o od tysiącleci jej łzy płyną strużkami po wysokich skałach ;). Na 6 km drogi i naszej wycieczki znajduje się- wiszący most “Tarzanka” (nie widzieliśmy, bo ten przystanek postanowiono zrobić w drodze powrotnej). Kilometr dalej pierwszy ważny punkt postoju: Błękitne jezioro (po abchasku Адзиасицва). To krasowe jeziorko głębokie na 76 metrów. Podobno jego dno zrobione jest z lazurytu i dzięki temu, ze woda tu jest bardzo przezroczysta to kolor dna nadaje barwę całemu jezioru. Legenda mówi o mądrym starcu z siwą brodą, który mieszkał tu w jaskini. Wielokrotnie służył on radą wędrowcom, pasterzom, mieszkańcom i myśliwym. W zamian dostawał od nich jedzenie i skóry zwierzą. Pewnego razu przyjął na noc obcych, którzy gdy zobaczyli u niego bogactwo skór, zabili go i chcieli uciekać z łupem. Wówczas ze skały trysnął strumień, który zalał jaskinię i złodziei. Błękitne otwarte oczy starca na dnie nadają kolor jeziorku. Gegski Wodospad widzimy z daleka z drogi (trzeba wybrać inną wycieczkę). W końcu wjeżdżamy w wąwóz długi na 8 km, miejscami bardzo wąski, do 20 metrów i tam znajduje się atrakcja: parking Kanion Jupszarski. Skały są tutaj wysokie na 400-500 metrów. Następnie wodospad Męski Łzy. Z nim także związana jest nieszczęśliwa historia miłosna, ostatecznie podobna wielu innych opowieściom. Tyle że, tym razem zapłakał mężczyzna czując w sercu, że jego ukochanej grozi niebezpieczeństwo. I dojeżdżamy nad Jezioro Rica. Stad spacerkiem nad Mleczny Wodospad. Miejsce to jest tak urokliwe, że Stalin i Chruszczow mieli tu swoje dacze. Jezioro Rica – kilka statystycznych i historycznych opowieści Jezioro Rica znajduje się w Abchazji na wysokości 884 m Jego powierzchnia: 1,48 km2, głębokość 102 m, temperatura wody: zimą 4,8 stopnia C do 17-20 stopni w sierpniu. Zielono – żółte w maju szaro-niebieskiego w zimie, w zależności od wód wpływających i fitoplanktonu. Jezioro powstało 250-300 lat temu w wyniku trzęsienia ziemi i osunięcia się zbocza góry Pszachyszy, która utworzyła tamę na rzece Jupszarze. Wówczas powstało też jezioro Mała Rica (do niego prowadzi szlak pieszy). Do 1865 roku Jezioro Rica było źle zaznaczone na mapach Kaukazu. Poprawił to dopiero 30 lat później rosyjski botanik Mikołaj Albov, który zobaczył jezioro z pobliskiego szczytu i naniósł je prawidłowo na mapy. Do 1913 roku w okolice jeziora docierali tylko pasterze. Drogę wybudowano tu dopiero w latach 1932-36. Jej długość 38 km, przechodzi przez 13 mostów. Podobno Niemcy namówili Związek Sowiecki na wybudowanie tej drogi. NKWD dostarczyło “dobrowolnych” robotników, Niemcy dali sprzęt i inżynierów. Podobno budowniczowie drogi po zakończeniu prac w tajemniczy sposób spadli z urwiska do rzeki. Zdaje się, że strategiczność tej drogi polegała na dostępie do wód źródlanych, idealnych do produkcji sztucznej plazmy. Stosowano ją u dzieci – idealnych Aryjczyków urodzonych w ramach programu “Lebensborn. Hydrologowie z organizacji “Anenerbe” (“Dziedzictwo przodków”) ustalili, że skład wody pobranej ze źródła znajdującego się w jaskini krasowej pod jeziorem Ritsa jest idealny do jego produkcji. “Żywa woda” z Abchazji w srebrnych puszkach dostarczana była najpierw do morza, następnie okrętów podwodnych do bazy w Konstancy, a następnie drogą powietrzną do Niemiec. Były nawet plany zbudowania podziemnego tunelu dla łodzi podwodnej z morza do jeziora Ritsa. Plany pokrzyżował wybuch wojny. Dzisiaj asfalt ciągle biegnie tylko do jeziora, a powyżej Ricy droga póki co biegnie kamienistym traktem. Dociera na ponad 170 m do dawnej turystycznej bazy. Dziś można tu rozbić namiot, wynająć konia i ruszyć na szlak do Jeziora Mzy, wodospadu lub Doliny Siedmiu Jezior. Legenda o powstaniu Jeziora Rica Legenda głosi, że dawno dawno temu, gdy doliną płynęła jeszcze rzeka, piękna Rica pasła stado owiec na jej brzegu. Miała ona trzech braci: Agyepsta, Atetuki i Pshegishkhi. Pewnego razu, gdy bracia polowali w pobliskich górach Ricę napadło dwóch złodziei: Gega i Jupszar. Górski sokół poleciał do braci. by zawiadomić ich o niebezpieczeństwie grożącym siostrze, jednak bracia nie zdążyli z pomocą. Rica została zgwałcona. Starszy brak zdążył jeszcze rzucić tarczą za zbirami, ale nie trafił. Tarcza spadła do rzeki i ją zagrodziła. Zhańbiona Rica nie chciała już żyć i rzuciła się do nowo powstałego jeziora. Złodzieje również utonęli. A bracia dziewczyny skamienieli z żalu. Teraz góry wokół jeziora Rica noszą imiona braci, a rzeki imiona gwałcicieli. Istnieją także inne legendy o pochodzeniu tego jeziora, również taka, że na jego dnie bandyci ukryli skarb. Reliktowy Park Narodowy Rica – ekologia po abchasku Park położony na południowym stoku łańcucha Wielkiego Kaukazu między rzekami Gaga i Jupszar. Powstał w 1996 roku w miejsce rezerwatu przyrody Rica (istniejącego tu od 1930 roku). Dzięki dużej różnicy wysokości (od 100 m do 3256 m – góra Agepsta) klimat jest bardzo zróżnicowany. W lutym w dolnej części parku średnia temperatura to -1 a u góry w tym samym czasie minimum to -30. Temperatura wody w lecie w Jeziorze Rica na powierzchni ma +22 stopnie, a zimą czasem pokrywa się cienką lodową skorupą. W dolinach zalega śnieg. Dzięki temu powstało tu wiele pięknych jezior i wodospadów. Pod ochroną w parku znajdują się: Buk wschodni (endemiczny gatunek z Kaukazu Zachodniego), Jodła Nordmanna (endemiczna z zachodniego Kaukazu), klon Trautvettera, klon Sosnowskiego, bukszpan kolchidzki, rododendron pontyjski, laurowiśnia lekarska, ostrokrzew kolchidzki, Leptopus colchicus. I jeszcze 50 innych gatunków, endemicznych dla Abchazji porastających wapienne skały. Wśród nich znajduje się caryca abchaskiej flory: dzwonek lub dzwoneczek niezwyczajny. Wszystkiego tego pilnuje niedźwiedź brunatny z wilkiem. Przeszkadzają im chronione w parku Rica kaukaskie tury i sarny podgryzane przez prometeuszki. Biwak po abchasku – ognisko, mamałyga i czacza No tak, zostawiłam Was na samym początku początku posta w małym żiguli z czaczą w ręku. Wróćmy tam. Wybraliśmy zorganizowaną wycieczkę, żeby się dostać nad Jezioro Rica (marszrutki tu nie dojeżdżają). Tu opuściliśmy naszych towarzyszy i ruszyliśmy w górę. Tak naprawdę to usiedliśmy przy szutrowej drodze prowadzącej w górę na plecakach i czekaliśmy. I wyobraźcie sobie, że zatrzymał się już drugi samochód. Byłam w takim szoku, ze nie mogłam zrozumieć, o jaki gruz mnie pytają i dlaczego miałabym mieć go dużo!? (To o bagaż chodziło). Dwóch ponad 40-letnich Abchazów jechało na “alpejskie łąki” Kaukazu zbierać Иван-чай, czyli wierzbówkę kiprzycę. Oczywiście zamierzali rozbić biwak i na zioła udać się dopiero następnego dnia rano. Oni zbudowali sobie prowizoryczne schronienie, my rozbiliśmy namiot zdecydowanie krzywo. Ale wszystkim się spieszyło: do ogniska, do mamałygi, do czaczy i wina domowego. – łatwy trekking na wysokościach Abchazja to Apsny lub Apswa po abchasku, Apkhazeti w języku gruzińskim. Sami mówią, że to kraj duszy (dosłowne tłumaczenie nazwy abachskiej). Legenda o powstaniu Abchazji głosi, że to najpiękniejszy kawałek ziemi, gdzie Bóg chciał wybudować sobie daczę, ale zlitował się nad spóźnionym na rozdawanie ziemi Abchazem (ten spóźnił się bo miał gościa i musiał go odpowiednio przyjąć) i mu ją oddał,a sam Bóg zamieszkał w niebie ;). Nasze abchaskie chłopaki jeż mają w planach wybudowanie sobie tu daczy. Chyba zajęli właśnie miejscówkę pod budowę w tym miejscu, gdzie biwakowaliśmy. Rano ruszyli na zioła, a my nad jezioro Mzy. Ze studenckiej turbazy prowadzi do Jeziora Mzy dosyć szeroka udeptana ścieżka przez las i łąki. W jedną stronę to jakieś 7 km. Można na całą tę trasę wynająć po prostu konia, albo ruszyć pieszo. Turystów dowożą tutaj , na początek szlaku, dżipami na potęgę, dlatego też radzimy wyjść wcześnie, tak by mieć jezioro całe dla siebie. Nad Mzy stoi okropny namiot, w którym pan sprzedaje piwo, słodkie napoje i batony. Jezioro zasilają wody z jęzora lodowca, który nigdy nie znika. Długość jeziora 150 m, szerokość 80 m, głębokość 16 m. Trekking do Doliny Siedmiu Jezior – Kaukaz magiczny Podobno w Abchazji jest ponad 180 jezior. Powędrowaliśmy zatem szlakiem do Doliny 7 Jezior (gdzie tak naprawdę jest ich 12 położonych na płaskowyżu Agur, powyżej 2000 m Drogę do schroniska otwarto dopiero w 2005 roku. Do tego miejsca można dojechać samochodem z napędem 4×4 lub po prostu jakimś abchaskim samochodem 😉 Potem już trzeba wędrować piechota lub wynająć konie. Szlak jest udeptany tylko do pierwszej dolinki z jeziorami (spora część wypraw tutaj, to wycieczki konne), a dalej trzeba po prostu szukać jakiejkolwiek ścieżki. Jeziorka są urocze, i tak samo urocze są ich nazwy. Pierwsze nazywa się “Jezioro przy stole – Озеро со столом ” – bo jest na nim mała okrągła wysepka. Kolejne to Jezioro Serduszko – Сердечко, w kształcie serca. Jezioro Sułtana – Султан Идзиа podobno na cześć miejscowego, który na wojnie stracił nogę, a potem jeszcze założył się z kolegami, że przepłynie to jezioro w poprzek. I nie wiem czy mu się to udało). Inne jeziora są póki co bezimienne, więc zapewne jacyś Abchazowie pokuszą się o bohaterskie czyny niedługo, by pozostawić po sobie ślad. Jeziora i widoki warte każdego litra potu zostawionego na trasie (Naprawdę tu upalnie, nawet powyżej 2000 m Powrót do cywilizacji, czyli do głównej drogi Suchum – Gagra był łatwiejszy niż można by przypuszczać. Przyjaciele naszych abchaskich przyjaciół zadzwonili gdzie trzeba i inne małe żiguli zabrało nas z wysokości prosto na czarnomorską plażę. Ach Abchazjo! Abchazja – Kaukaz – Mapa Szlaki w Reliktowym Parku Narodowym Rica, na znaku który ustawiono przy drodze : Cennik wycieczek zorganizowanych (kilku różnych firm) z Suchum do różnych atrakcji Abchazji: (ceny z sierpnia 2017): Informacje praktyczne – Reliktowy Park Narodowy Rica : Do parku nie kursuje transport publiczny, a w Abchazji nie ma wypożyczalni samochodów. Do wyboru macie autostop, taksówkę albo zabranie się z jedną z wielu wycieczek organizowanych w Suchumi czy Nowym Afonie – z tymi standardowymi (ok 950 rubli, bilet do parku 350 wliczony w cenę) można dojechać tylko do jeziora Rica. Dalej jeżdżą tylko wycieczko jeepami. Asfalt kończy się nad jeziorem Rica, potem drogi są szutrowe. Google maps nie pokazuje wszystkich dróg w parku, te ważniejsze dorysowaliśmy na czarno na mapce poniżej. Teoretycznie z namiotem można się rozbijać tylko w miejscach do tego przeznaczonych (zaznaczonych na mapce ze zdjęcia powyżej ), ale nie zauważyliśmy żeby ktoś specjalnie tego przestrzegał, choć strażnicy zarzekali się, że tego pilnują, Rosjanie rozbijali się gdzie popadnie. Najbardziej popularne trasy (ślady gpx do mapki wzięliśmy ze stron wikiloc i gpsies) + Do jeziora Mzy (na mapce poniżej na czerwono), ok 6 km w jedną stronę, całość 4/5 h od miejsca zaznaczonego jako parking (można tam tez rozbić namiot). Trasa niezbyt widokowa, ale finał fajny, choć parkowa buda z piwem straszne szpeci jeziorko. + Z tego samego miejsca co do Jeziora Mzy, zaczyna się druga trasa w przeciwną stronę do wodospadu. Zaznaczyliśmy ją na żółto. + Dolina Siedmiu Jezior (na mapce poniżej na zielono linia na północ od parkingu ), jakieś 10-15 km , 5 -8 h , wszystko zależy od tego jak daleko chcecie zajść między jeziora. Dwie powyższe trasy można też pokonać konno – wypożyczalnie są na początku szlaków. + Rica – Mała Rica – Gegski Wodospad. 27 km . Na mapie poniżej na niebiesko Znakowanie i mapy : W naszym rozumieniu szlaki nie są znakowane, choć na trasie do J. Mzy były czasem jakieś tabliczki. Nad Mzy ścieżka była bardzo wyraźna, przy Siedmiu Jeziorach było podobnie , ale tylko do momentu kiedy doszliśmy w pobliże. Nad samymi jeziorami ścieżki się rwą/zanikają czym dalej na wschód tym gorzej. To dlatego, że większość osób dociera tylko do pierwszych jezior. Nie znaleźliśmy żadnych sensownych map współczesnych. Trzeba sobie radzić z zabytkami z czasów ZSRR przydatne strony z mapami znajdziecie tutaj : + Opis w j. rosyjskim przejścia trasy Rica – Mała Rica – Gegskiy Wodospad z waypointami i mapą tego rejonu parku. + fajna mapa Kaukazu online + strona parku : + Mapy z lat 1978-1989 głównie w skali 1: 100 000 znajdziecie tutaj i tutaj Pytania, interpelacje, postulaty, sprostowania – piszcie śmiało w komentarzach 🙂
Р νуфавоμι ሹխτታձойሄ
Էኝ ት ያбխдуռፆ
Քαхиቃо брθкепуб
Ιпիձ л иչልկуփαгу етоξωжυзис
Етр ሑկолоձο нецէ
opracowanie & foto: Albin Marciniaknajlepsza mapa z przebiegiem szlaku i wariantami podziału na fragmenty:telefon alarmowy w górach. 601 100 300. – żółty szlak znad Czarnego Stawu Gąsienicowego na Skrajny Granat. Czas przejścia: 1:45 h, ↓ 1:20 h. – czerwony (Orla Perć) przebiegający granią główną z Zawratu przez Kozi Wierch
Zawrat od dawien dawna uważany jest za tatrzański klasyk, co potwierdzają słowa Tadeusza Zwolińskiego: Przejście to, znane od niepamiętnych czasów i rozsławione szeroko, uchodziło w dawnych latach za próbę zdolności taternickich; dziś tłumy przewalają się rokrocznie tym pięknym podniebnym przechodem, lecz nawet dla najwytrawniejszych taterników nie traci on nigdy swego uroku. Kapitalne widoki na otoczenie Doliny Gąsienicowej oraz Pięciu Stawów przyciąga wielu amatorów tatrzańskich wędrówek. Niestety popularność tej trasy przekłada się na dużą liczbę nieprzygotowanych turystów, co z kolei generuje korki na łańcuchach pod przełęczą. Spory ruch oraz trudności wzmagające się przy złych warunkach pogodowych przyczyniły się do wielu wypadków w rejonie Zawratu. Osoby stawiające swoje pierwszy kroki w Tatrach powinny wejść i zejść na Zawrat przez Dolinę Pięciu Stawów – ów wariant poprowadzony jest wytrasowanymi i łatwymi chodnikami. TRASA WYCIECZKI: KUŹNICE – PRZEŁĘCZ MIĘDZY KOPAMI – HALA GĄSIENICOWA – CZARNY STAW GĄSIENICOWY – ZMARZŁY STAW – ZAWRAT – DOLINA PIĘCIU STAWÓW POLSKICH – WODOGRZMOTY MICKIEWICZA – PALENICA BIAŁCZAŃSKA CZAS: 8 h (średni czas przejścia bez odpoczynków) SUMA PRZEWYŻSZEŃ: ok 1400 m DŁUGOŚĆ TRASY: 20 km TRUDNOŚCI: Spore trudności oraz ekspozycja występują na odcinku Zmarzły Staw – Zawrat (klamry, łańcuchy). Pozostałe odcinki bez trudności. Szczegóły niżej. RELACJE: Nieszczęście na Zawracie, Z Zawratu na Świnicę plus kozice, Na Orlą Perć Przełęcz Zawrat (2159 m ODCINEK TRASY: KUŹNICE – PRZEŁĘCZ MIĘDZY KOPAMI – HALA GĄSIENICOWA – CZARNY STAW GĄSIENICOWY szlak niebieski 2 h 30 min Wycieczkę zaczynamy w Kuźnicach, gdzie dojedziemy busem z centrum Zakopanego. Na Przełęcz między Kopami możemy wyjść niebieskim szlakiem przez Boczań bądź żółtym przez Jaworzynkę. Zazwyczaj wybieram pierwszą opcję, która może i jest nieco dłuższa, ale też łagodniejsza. Z przełęczy do Murowańca na Hali Gąsienicowej i dalej nad Czarny Staw Gąsienicowy idziemy już za niebieskimi oznaczeniami. Dokładny opis szlaku znajdziesz w osobnym opisie – Hala Gąsienicowa i Czarny Staw. w tym poście. Czarny Staw Gąsienicowy – panorama ODCINEK TRASY: CZARNY STAW GĄSIENICOWY – ZMARZŁY STAW szlak niebieski 1 h Nad Czarnym Stawem znajduje się ważny węzeł dróg dojściowych do słynnej Orlej Perci. Stąd dojdziemy na Kozią Przełęcz, pod Buczynową Strażnice, na Granaty, Krzyżne i oczywiście na przełęcz Zawrat, gdzie zaczyna się ten najtrudniejszy tatrzański szlak. Niebiesko znakowana ścieżka wpierw okrąża staw (genialne widoki na Kościelec!), po czym wznosi się w kierunku ponurej kotlinki, położonej u stóp Granatów. Do pokonania mamy spory (ok. 150-metrowy) próg skalny zamykający od północy wyżej położony kocioł Zmarzłego Stawu. Szlak wiedzie zakosami po rumowisku, po czym dochodzi pod skalną stromą grzędę, którą pokonujemy bez ubezpieczeń. Miejsce nie jest trudne, ale wymaga podpierania się rękami. Chwilę później mijamy rozwidlenia szlaków, skąd odchodzi żółta ścieżka na Kozią Przełęcz. My idziemy dalej prosto i po 5 minutach osiągamy miejsce widokowe przy Zmarzłym Stawie. Niebieski szlak nie dociera nad brzegu stawu, więc jeśli komuś zależy na małym plażingu bezpośrednio przy tafli stawu, powinien od rozwidlenia szlaków podejść 5 minut za znakami żółtymi. Próg skalny, za którym znajduje się kocioł Zmarzłego Stawu. Wyżej Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zamarła Turnia i Zmarzłe Czuby. Czarny Staw Gąsienicowy Nieubezpieczona grzęda. Jak widać – dobrze urzeźbiona. Po wyjściu na próg odsłania się w końcu nieograniczony widok na Zawrat. Szlak prowadzi skałami po lewej stronie Zawratowego Żlebu. Panorama znad Zmarzłego Stawu Gąsienicowego ODCINEK TRASY: ZMARZŁY STAW – ZAWRAT szlak niebieski 1 h 10 min Znad Zmarzłego Stawu doskonale widać Zawrat i dalszą część szlaku. Ten z początku prowadzi licznymi zakosami bez żadnych trudności, sukcesywnie zdobywając kolejne metry w pionie. Wpinamy się ku przełęczy, mając po prawej stronie Zawratowy Żleb, którym wiedzie obecnie zimowy wariant trasy. Kiedyś Zawratowym Żlebem chodziło się również latem, jednak niestabilne, a przez to mało wygodne i bezpieczne dno żlebu stało się przyczynkiem do wytyczenia szlaku na sąsiednich skałach. Wkrótce dochodzimy do grzędy opadającej z Małego Koziego Wierchu – odtąd będziemy kluczyć skalnym grzbietem aż na samą przełęcz. Szlak miejscami jest bardzo wąski i prowadzi blisko przepaści, ale praktycznie cała grzęda ozdobiona jest łańcuchami i klamrami, więc jest się czym wspomagać. Należy bardzo uważać przy mijaniu się z innymi turystami i robić to we względnie bezpiecznym miejscu, nawet jeśli oznacza to cofnięcie się i zejście kilku metrów. Pamiętaj, że trudności bardzo wzrastają przy deszczu lub oblodzeniu. Po pierwszych łańcuchach dochodzimy do wąskiej półki skalnej. Klamry umocowane w ścianie tworzą dla nas poręcz, więc przejście nie nastręcza trudności. Najtrudniejsze na szlaku jest miejsce, gdzie łańcuch zawieszony jest dość wysoko, na dodatek przy mało urzeźbionej skale. Niskie osoby mogą mieć kłopot, by dosięgnąć łańcucha – tak jak ja. Na ratunek przychodzi mała skalna grzęda (tuż przy ciągu łańcuchów), która jest dobrze urzeźbiona i spokojnie można wspiąć się po niej przy pomocy rąk. To opcja dla osób obytych ze skałami i pewnych swych umiejętności, wszak jesteśmy dość blisko przepaści. Przez jakiś czas idziemy bez trudności – głównie po kamiennych stopniach. Wkrótce niebieski szlak wkracza na skalną grzędę, gdzie zaczynają się trudności. Przed nami pierwsze łańcuchy Szybko docieramy do charakterystycznego miejsca, które z tej perspektywy wygląda niepozornie. Musimy przejść wąską półkę skalną, na szczęście z pomocą kilku klamer. Łańcuchów jest całkim sporo… Ludzi też… dlatego mijanki w trudnym terenie bywają uciążliwe Momentami szlak prowadzi blisko W zasadzie to by było na tyle, jeśli chodzi o widoki na Gąsienicową stronę. Panorama z Zawratu na północ jest bardzo ograniczona. Z prawej strony widać, że kruche podłoże obrywa się do Zawratowego Żlebu. O, tam można zlecieć wraz z luźnymi kamlotami. A tu są te feralne łańcuchy przy gładkiej ścianie, dość wysoko zawieszone. W tym miejscu zawsze wybieram wspinaczkę po skałach widocznych z prawej stronie). Ostatnie metry na przełęcz prowadzą Zawratowym Żlebem. Droga na Zawrat jest trudna, ale nie hardkorowa. Przy suchej skale, największym niebezpieczeństwem są chyba mijanki z ludźmi złażącymi z góry. W wielu miejscach jest bardzo wąsko, a do przepaści bardzo blisko, więc niejednokrotnie trzeba „przytulić” się do skały, by zrobić miejsce dla innej osoby. Wchodziłam na Zawrat wiele razy i lubię trasę od strony Gąsienicowej. Przy optymalnych warunkach idzie się całkiem sprawnie, lecz przy oblodzeniu już tak wesoło nie jest. Jeśli dołożyć do tego spory ruch oraz ekspozycję, to nietrudno wyobrazić sobie, iż o tragedię tu łatwo. Na wycieczce należy zachować czujność oraz koncentrację. Ścieżka za Zawrat z Doliny Gąsienicowej jest naprawdę stroma i znacznie lepiej podchodzi się nią do góry niż schodzi w dół. Więc apeluję do tych, którzy się jeszcze zastanawiają, w którym kierunku przejść szlak – łatwiej i bezpieczniej jest wejść na Zawrat od strony Doliny Gąsienicowej niż zejść z Zawratu do Murowańca. Zdecydowanie polecam zdobycie Zawratu trudniejszym wariantem od strony Gąsienicowej i zejście prostym chodnikiem do Doliny Pięciu Stawów. Taki kierunek wycieczki ułatwia także podziwianie wysokogórskich scenerii, bowiem najciekawsze panoramy otwierają się przed nami. Tuż pod Zawratem, w skalnej półce Zawratowej Turni, widzimy figurę Matki Bożej umieszczonej tu przez księdza Gadowskiego (budowniczego Orlej Perci). Z Przełęczy Zawrat (2159 m) rozciąga się fenomenalna panorama na Dolinę Pięciu Stawów i okalające ją szczyty, widoki na stronę Doliny Gąsienicowej są bardzo ograniczone. Panorama z Zawratu na stronę Doliny Pięciu Stawów ODCINEK TRASY: ZAWRAT – DOLINA PIĘCIU STAWÓW szlak niebieski 1 h 15 min Droga na Zawrat od strony Doliny Pięciu Stawów dostępna jest dla wszystkich turystów. W optymalnych warunkach trudności nie ma praktycznie żadnych, zatem kto ma marne doświadczenie w górach, powinien uskutecznić wejście oraz zejście właśnie od strony „Piątki”, zwłaszcza że każdy inny szlak z Zawratu należy do trudnych i eksponowanych: zejście do Doliny Gąsienicowej (opisane wyżej w przeciwnym kierunku) wejście na Świnicę grań Orlej Perci. Z przełęczy Zawrat obniżamy się wygodnym chodnikiem w poprzek trawiasto-piarżystego zbocza Małego Koziego Wierchu. Początkowo kierujemy się w stronę widocznej przed nami Przełęczy Schodki (2065 m), oddzielającej Kołową Czubę od Małego Koziego Wierchu. Samą przełęcz jednak omijamy, skręcamy na prawo i bardziej stromo schodzimy w dół. Po prawej stronie rozciąga się widok na najwyżej położony duży staw w Polsce – Zadni Staw w Dolince pod Kołem (1890 m). Schodzimy pod ścianami Kołowej Czuby (2105 m) i wkrótce docieramy do miejsca, z którego otwiera się panorama obejmująca wszystkie stawy w dolinie, wliczając w to niewielkie Wole Oko, będące (przez większą część roku) szóstym stawem w Dolinie Pięciu Stawów. Warto zwrócić uwagę na urwiste, zachodnie zbocze Koziego Wierchu. Kamienny chodnik coraz łagodniejszymi zakosami sprowadza nas na dno Doliny Pięciu Stawów. Maszerujemy wzdłuż Czarnego i Wielkiego Stawu, mijając po drodze surowy pejzaż na zasłaną rumowiskami Pustą Dolinkę oraz otaczające ją urwiska Zamarłej Turni i Koziego Wierchu. Ostatnie metry szlaku to już niemal płaski spacerek między Wielkim Stawem a południowym zboczem Koziego Wierchu, na który odchodzi szlak czarny. Przy drewnianym mostku na potoku Roztoka musimy dokonać wyboru: schodzimy zielonym szlakiem przez Dolinę Roztoki, mijając Wielką Siklawę idziemy niebieskim szlakiem aż do schroniska, po czym krótkim łącznikiem (szlak czarny) dochodzimy do zielonego szlaku w Dolinie Roztoki, omijając Wielką Siklawę. Oczywiście nikt nie broni zajść do schroniska na pyszną szarlotkę, by potem cofnąć się do mostku i ścieżki „przez Siklawę”. Wygodne stopnie sprowadzają na stronę Doliny Pięciu Stawów. Chociaż kapitalne widoki nie ułatwiają patrzenia pod szlak obniża się łagodnie, omijając Kołową Czubę. Ze szlaku znakomicie widać Zadni Staw Polski. Zbliżenie na Miedziane, Szpiglasową Przełęcz i Szpiglasowy Wierch, w tle Wysoka, Mięguszowiecki Szczyt i Cubryna. Trawers pod Kołową lewej: Świnica, Gąsienicowa Turnia i Gąsienicowa Turnia. Kołowa Czuba, Zamarła Turnia, Kozie Czuby i Kozi Wierch Czarny Staw Polski, a ponad nim Szpiglasowy Szczyt, Kostury i grań Kotelnicy. Schemat niebieskiego szlaku na Zawrat (zdjęcie ze Szpiglasowego Wierchu) ODCINEK TRASY: DOLINA PIĘCIU STAWÓW – WODOGRZMOTY MICKIEWICZA – PALENICA BIAŁCZAŃSKA szlak zielony i czerwony 2 h 10 min Już wiemy, iż mamy dwa warianty ewakuacji z Doliny Pięciu Stawów: z Siklawą (zielony) lub bez (czarny ze schroniska). Wybór zdaje się prosty, wziąwszy pod uwagę walory widokowe, wszak największy wodospad w Polsce wart jest zachodu. Trzeba jednak wiedzieć, iż ścieżka przy wodospadzie wiedzie skałami, które podczas przymrozków mogą być oblodzone i śliskie. Oba warianty łączą się w Dolinie Roztoki (a w zasadzie to czarny szlak dobija do zielonego), którą dotrzemy do słynnej asfaltówki (łączącej Palenicę Białczańską oraz Morskie Oko) na wysokości Wodogrzmotów Mickiewicza. Od parkingu i przystanku busów w Palenicy Białczańskiej dzieli nas ok. 40-minutowy marsz. Dokładny opis tej trasy znajdziesz w osobnym poście – Dolina Pięciu tym poście. Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów ZAWRAT – PRAKTYCZNE INFORMACJE: Bus z Zakopanego do Kuźnic kosztuje 3 zł. W sezonie kursuje od ok. z PKS-u przez Aleje 3 Maja, ul. Zamoyskiego i Rondo Kuźnickie (teraz Rondo Jana Pawła II) od rano. Droga do Kuźnic jest dostępna tylko dla pojazdów uprzywilejowanych – czyli nie dla turystów Pozostaje bus albo spacer z buta (ok. pół godziny z Ronda). Bilet do TPN jest płatny – normalny kosztuje 5 zł , ulgowy 2,50 zł. Lepiej wejść na Zawrat od strony Doliny Gąsienicowej, a zejść do Doliny Pięciu Stawów. Podchodzimy stromo po łańcuchach, a schodzimy już łagodną ścieżką bez żadnych trudności. Mimo braku oficjalnych regulacji, przyjęło się, iż odcinek Gąsienicowa-Zawrat przeznaczony jest do podchodzenia. Sporo osób decyduje się na trudne zejście, co generuje problematyczne mijanki na szlaku. Należy też zachować ostrożność w przypadku oblodzenia w rejonie Wielkiej Siklawy. Bus z Palenicy kosztuje 10 zł, podróż trwa ok 25-30 minut. Ostatni bus do Zakopanego rusza w sezonie ok. Jeśli uznasz wpis za przydatny, to nie zawahaj się podać go dalej i pochwalić autora. 😉 Warto przeczytać: KOŚCIELEC ORLA PERĆ SZPIGLASOWY WIERCH DOLINA PIĘCIU STAWÓW DOLINA GĄSIENICOWA Górskie pozdro: Madzia / Wieczna Tułaczka
Dronningstien. Dronningstien to jeden z piękniejszych szlaków w Norwegii. Jest to także ulubiony szlak HM Królowej Sonji. Szlak znajduje się pomiędzy miejscowościami Kinsarvik i Lofthus i oferuje wspaniałe widoki na fiordy. Długość trasy: 16 km Czas: 6-7 godzin Różnica wysokości: 900 m Trudność: Wymagający.
Na Ślężę z Przełęczy pod Wieżycą Ślęża – najwyższy szczyt Przedgórza Sudeckiego − to góra pełna tajemnic. Od czasów starożytnych była ważnym ośrodkiem kultu pogańskiego – prawdopodobnie czczono tu boga słońca i inne bóstwa przyrody. Pamiątką po dawnych czasach są niesamowite kamienne rzeźby kultowe, oznaczone charakterystycznym krzyżem. Ślęża jest też bardzo ciekawa geologicznie i przyrodniczo – jej obszar jest chroniony ochroną rezerwatową. Mimo skromnej wysokości (717 m dumnie góruje nad okolicą – ma dużą wybitność (ponad 500 m), więc wejście na szczyt na pewno poczujemy w nogach. Prowadzące na nią szlaki nie są jednak trudne i przy odpowiedniej pogodzie nadają się dla każdego – no, może poza maluszkami w wózkach – dla nich lepiej będzie zabrać nosidło. Zazdrościmy wrocławianom, że mają w zasięgu półgodzinnego dojazdu taki piękny kawałek gór. Możliwość poczucia prawdziwie górskiego szlaku pod nogami, spędzenia kilku godzin na świeżym powietrzu w pięknym lesie – bezcenne! W piękną listopadową niedzielę przeszliśmy jedną z popularniejszych tras – na Ślężę z Przełęczy pod Wieżycą. Wejście żółtym szlakiem z Sobótki jest dłuższe niż z Tąpadła, ale pozwala odwiedzić wieżę widokową na Wieżycy i zobaczyć trzy pogańskie rzeźby kultowe. 5 listopada 2017, niedziela Przepiękny jesienny dzień, słoneczko, lekki wiatr na szczycie, do 13 st. Pięć lat temu wiosną weszliśmy na Ślężę z Przełęczy Tąpadła. To był piękny spacer w wiosennej scenerii (relacja tutaj). Tym razem odwiedzamy Ślężę późną jesienią, przy okazji powrotu z weekendowego wypadu w Masyw Śnieżnika ze starszymi chłopcami. Rano sprawnie zwijamy się z naszej mety w Siennej. O 8:45 jesteśmy po śniadaniu i kompletnie spakowani ruszamy w drogę. Dojazd do Sobótki zajmuje nam godzinę i 45 minut. Podjeżdżamy na parking w pobliżu Przełęczy pod Wieżycą, przy ul. Armii Krajowej. Poza weekendem można podjechać aż pod punkt wyjścia szlaków przy schronisku. Dzisiaj jest niedziela, więc musimy zostawić samochód na parkingu kilkaset metrów dalej. Ślęża przed nami! Autostrada do nieba:) Szlak na Ślężę wychodzi tuż przy Domu Turysty PTTK „Pod Wieżycą”. Pozytywnie zaskakują nas zmiany, jakie zaszły w tym miejscu. Byliśmy tutaj 5 lat temu na obiedzie, jadąc na majówkę w Góry Kamienne. Widzimy, że sam budynek został wyremontowany, zadbano również o uatrakcyjnienie jego otoczenia. Jest estetycznie, obok ogromny plac zabaw – mini park linowy dla dzieci. Poza tym „dorosły” park linowy i park tyrolkowy. Dom Turysty PTTK „Pod Wieżycą” Ruszamy w górę żółtym szlakiem. Ścieżka wiedzie przez piękny las. Jeszcze nie wszystkie liście opadły i pięknie złocą się w jesiennym słońcu. Pod nogami dywan bukowych liści. Podejście na Wieżycę „urozmaicają” nam dziś liczne leżące w poprzek szlaku drzewa, które przewrócił zeszłotygodniowy huraganowy wiatr o wdzięcznym imieniu – nomen omen – Grzegorz 😉. Niektóre przeskakujemy, pod innymi przechodzimy, a jeszcze inne trzeba obchodzić dookoła. Ruszamy żółtym szlakiem w kierunku Wieżycy i Ślęży. Wichura sprzed kilku dni ustawiła nam niezły tor przeszkód. Raz górą, raz dołem – niezła gimnastyka! Wejście na szczyt Wieżycy prowadzi całkiem stromymi kamiennymi schodami. Szlak jest poprowadzony dość stromo, ale dzięki temu szybko zdobywamy wysokość – pół godziny i stawiamy się na szczycie. Wieżyca to niewysoki (415 m szczyt w północnym ramieniu Ślęży. Atrakcyjności dodaje mu kamienna wieża widokowa. Wysoka na 15 m budowla została zbudowana w 1907 r. Z zainteresowaniem czytamy, że w czasach niemieckich na szczycie zapalano znicz, w którym płonął ogień w noc świętojańską – na pamiątkę dawnych wierzeń. Wstęp jest płatny (5 zł dorosły, 4 zł dziecko), ale warto, bo z zalesionego wierzchołka niewiele widać, a z wieży otwiera się szeroki widok na Przedgórze Sudeckie i Sudety. Poza sezonem wieża jest otwarta w weekendy, w zimie najczęściej bywa zamknięta. Kto nie chce pokonywać dodatkowego przewyższenia podczas wejścia na Ślężę, może ominąć szczyt Wieżycy, wędrując spod schroniska najpierw czarnym, a potem czerwonym szlakiem 110-letnia wieża widokowa na szczycie Wieżycy (415 m Widok z wieży wart jest swojej ceny. Przez bezpłatną (!) lunetę można np. spojrzeć na szczyt Ślęży. Jeszcze kawałek drogi przed nami… Na Wieżycy jemy drugie śniadanie i … rozbieramy się. Wczoraj na Śnieżniku była istna zima, dziś inna pora roku. Kurtki zimowe i czapki to była gruba przesada😊 Przed nami druga część podejścia na Ślężę. Droga cały czas prowadzi bukowym lasem, „ozdobionym” dywanem granitowych głazów. Po drodze koniecznie trzeba zwrócić uwagę na dwie pogańskie rzeźby kultowe – niedźwiedzia (podobnego do tego ze szczytu Ślęży) i tzw. Pannę z Rybą. Na niedźwiedziu dobrze widać znak ukośnego krzyża – symbolu solarnego. Kultowa rola Ślęży sięga czasów starożytnych. To wyjątkowe miejsce w polskich górach. Szlak z Wieżycy sprowadza kilkadziesiąt metrów w dół, potem znów zaczyna się podejście. Idziemy po dywanie z bukowych liści. Zbocza Ślęży są usiane granitowymi głazami. Znakom szlaków na Ślężę towarzyszy charakterystyczna sylwetka niedźwiedzia. Pogańskie rzeźby kultowe – panna z rybą i niedźwiedź. Trudno uwierzyć, że rzeźby mają grubo ponad tysiąc lat! Pięknie zachowany znak solarny na grzbiecie niedźwiedzia. Rzeźby kultowe są zabezpieczone daszkiem i siatką. Szlak jest prawdziwie górski. A aura przypomina wiosnę. Chłoniemy promienie jesiennego słońca. Na szczycie stawiamy się po ponad dwóch godzinach od ruszenia z parkingu. To wbrew pozorom całkiem wymagające podejście – na odcinku ok. 5 km pokonujemy ponad 500 m różnicy wysokości. Zmęczeni? I dobrze, tak ma być! Szczyt Ślęży jest arcyciekawy, jednak zanim obejrzymy go dokładniej, zatrzymujemy się na chwilę oddechu w Domu Turysty PTTK na Ślęży. Obecny budynek został zbudowany ponad 100 lat temu i jest dość estetyczny. Malowidła na ścianach nawiązują do symboliki dawnych kultów, na drewnianych ławach widać charakterystyczną sylwetę kamiennego niedźwiedzia. Na dobry obiad nie ma się tu jednak co nastawiać. Można zjeść potrawy z grilla przed schroniskiem, w środku dostaniemy zupę i filet z indyka z chlebem, szarlotkę, ciepłe i zimne napoje. Wszystko podawane w plastiku. Toalety – hmmm – o tym lepiej nie pisać. Te niewygody wynikają – jak nam się wydaje – z braku dostępu do bieżącej wody na szczycie Ślęży. W ciepłej porze roku najprzyjemniej usiąść gdzieś na zewnątrz. Kopuła szczytowa jest rozległa i porośnięta trawą. Turyści dysponują wiatami i miejscami ogniskowymi. Ślęża – po raz kolejny z chłopcami. Hurra! Za nami Dom Turysty PTTK,,Na Ślęży” Zasłużona przerwa obiadowa:) Będąc na Ślęży, trzeba koniecznie zajrzeć do kamiennego kościółka Nawiedzenia NMP. Świątynia pochodzi z końca XVII w., w poł. XIX w została odbudowana po pożarze. Od końca 2014 r. znowu odprawiane są tu msze (dziś o Ponad 300-letni kościółek Nawiedzenia NMP został niedawno odrestaurowany. Budynek Domu Turysty PTTK z wieży kościółka prezentuje się najokazalej. … Ostatnie spojrzenie na ślężański kościółek. Warto wejść na wieżę kościółka (wstęp 5 zł, dzieci za darmo), żeby spojrzeć z lotu ptaka na kopułę szczytową Ślęży. Jeszcze rozleglejsze widoki można podziwiać z wieży widokowej, usytuowanej przy niebieskim szlaku ok. 100 m od kościoła (schody typu drabinowego, realnie dla dzieci od min. ok. 5-6 lat). Wieża widokowa na Ślęży Wejście jest dość strome, ale już sześciolatki powinny sobie poradzić. Wejść warto, zdecydowanie warto! Widoki ze szczytu wieży są naprawdę rozległe. Niestety, przejrzystość powietrza nie jest najlepsza. Często można stąd dostrzec sudeckie pasma i szczyty. Opuszczamy wieżę, idziemy przywitać się z niedźwiedziem. Obiektem, który jednak najsilniej kojarzy nam się ze Ślężą, jest niedźwiedź – starożytna pogańska rzeźba kultowa. Nie mogliśmy dzisiaj zrozumieć, dlaczego składuje się tuż przy nim stertę opału na ognisko – ślężański niedźwiedź powinien być przecież pięknie wyeksponowany. Ślężański niedźwiedź – starożytna rzeźba kultowa – dzisiaj prawie zasypana drewnem na ognisko:/ To jeden z najbardziej znanych symboli Ślęży Na szczycie Ślęży spędziliśmy prawie dwie godziny – krócej naprawdę się nie dało. To niesamowicie atrakcyjny turystycznie wierzchołek. Zaczynamy schodzić na dół tuż przed Droga powrotna mija nam oczywiście dużo sprawniej i szybciej niż podejście. Przez większość czasu idziemy w towarzystwie innych turystów – piękna pogoda zrobiła swoje😊 Tym razem omijamy Wieżycę – odbijamy z żółtego szlaku na czerwony, a potem na czarny. Jest dużo szybciej. I mniej ludzi. Zejście ze Ślęży zajmuje nam nieco ponad godzinę. Schodzimy tą samą drogą. …tylko omijamy czerwonym i czarnym szlakiem szczyt Wieżycy. Na zakończenie wycieczki wstępujemy jeszcze do Domu Turysty PTTK „Pod Wieżycą”. Jej, tu to dopiero mają jedzenie… – szkoda, że obiad już zjedzony. Pijemy szybką kawę i wskakujemy do samochodu – przed nami dziś jeszcze droga powrotna do Warszawy. A jutro od rana praca i szkoła. Jak dobrze było przenieść się choć na chwilę do innego świata – znów będziemy tęsknić za tymi widokami. I za tym zmęczeniem w nogach😊
zbocza gór ★★★ UPŁAZ: rodzaj zbocza górskiego ★★★ ZEBRA: pasy w poprzek trasy ★★ denwerek_m: DNIEPR: płynie po nocach w poprzek ★★★★★ sylwek: DZWONO: kawałek śledzia pociętego w poprzek ★★★ LAWINA: stacza się ze zbocza góry ★★★ ZORBING: stoczenie się ze zbocza w kuli z plastiku
To najdłuższy górski szlak turystyczny w Polsce, liczący w zależności od źródła ok. 500 km (według pomiarów przeprowadzonych dla wydawnictwa „Compass” GSB ma 496 km długości). Dzięki temu, że ciągnie się od Ustronia, przez niemal wszystkie grupy polskich Beskidów, aż do wschodniego krańca polskich Bieszczad, zapewnia W tym przewodniku znajdziesz 20 najlepszych szlaków górskich wokół Zakopanego. Żeby wybrać jeden z nich, zobacz wskazówki oraz zdjęcia dodane przez innych pasjonatów gór i w kilka sekund sprawdź szczegółowe informacje o trasie. Pomoże Ci to wybrać idealny szlak na następną górską Wyprawę wokół Zakopanego.
Jeśli zależy Ci na zdobywaniu wysokości, Ojcowski Park Narodowy to świetny wybór. Szlak Turystyczny Czarny oferuje największe przewyższenie, wynoszące 868 m. Drugie miejsce zajmuje Szlak Orlich Gniazd: Ojców - Jaroszowiec, gdzie czeka Cię 837 m przewyższenia. Ojcowski Park Narodowy leży w południowej części Wyżyny Krakowsko
szlak w poprzek zbocza ★★★ ZORBING: stoczenie się ze zbocza w kuli z plastiku ★★★★★ dzejdi: SPOCZNIK: pozioma płaszczyzna między kondygnacjami schodów ★★★★ eliza: GOŁOBORZE: bezleśne, kamieniste zbocza gór ★★★ STROMIZNA: stroma płaszczyzna, strome zbocze lub stok ★★★ UKOS: płaszczyzna ukośna
szlak » droga naturalna, np. rzeka, lub wytyczony trakt, prowadzące do określonego miejsca. szlak » droga turysty. szlak » droga turystyczna. szlak » droga wytyczona dla turystów. szlak » droga wytyczona przez chodzenie, jeżdżenie, odcinek torów kolejowych między kolejnymi stacjami. szlak » droga, którą ktoś przebył.
Trekking z Valbony do Theth czyli piękny szlak w górach Albanii. Trekking z Valbony do Theth lub też w drugą stronę, to chyba najpopularniejszy górski szlak w Albanii. I jeśli ktoś myśli o Albańskich Alpach zwanych też Górami Przeklętymi, to zazwyczaj ma na myśli właśnie ten szlak. Zazwyczaj, bo rzecz jasna nie zawsze.
Przedzielić coś na połowę, przejść przez środek, w poprzek czegoś; D pasy w poprzek trasy; D16 pasy w poprzek trasy; Wstęga rozwinięta w poprzek mety biegu ; C2 kursuje w poprzek rzeki; Trasa w poprzek zbocza; Stalowy szlak; Zwierzęcy szlak to męki znak; Przetrzeć szlak; Szlak wodny; Najsławniejszy szlak turystyczny w nowej