🥋 Naprawde Jaka Jestes Nie Wie Nikt Tekst Piosenki

Jeżeli nie będziesz dumny z siebie Sam Ej Nikt nie będzie z ciebie dumny Jeżeli nie będziesz dumny z siebie Sam Ja kiedy patrzę w lustro To nie odwracam wzroku W sobie widzę jutro, musze opłacać lokum Śmierć przyjdzie spokój Wolna to dzień każdy Zobacz, w okól sztormy porywają maszty Ile siły masz ty Ile wiary w siebie Ile
16 lut 10 10:00 Ten tekst przeczytasz w 6 minut Nie wykręca się od ekskluzywnych genów, wie, ile im zawdzięcza. No właśnie - ile? Tylko wiele czy aż wszystko? Charlotte Gainsbourg - wielka sztuka czy ładnie ubrana ściema? Będzie chirurgicznie. Bo po pierwsze - operacja mózgu. Traumatyczne doświadczenia i męka bezczynności w trakcie koniecznej, rocznej rekonwalescencji to przyczyna (bo głupio powiedzieć: "inspiracja", choć samą zainteresowaną ewidentnie do takiej retoryki ciągnie). "IRM" - to skutek. Trzecia w ogóle i druga dorosła płyta Charlotte Gainsbourg. Enigmatyczny tytuł to skrót od francuskiej nazwy specjalistycznego badania - rezonansu magnetycznego mózgu - któremu Charlotte była wielokrotnie poddawana po feralnym wypadku na nartach wodnych. "Pamiętam, że leżałam w tym czymś i myślałam o piosence. Dźwięk wydawany przez urządzenie był irytujący, ale rytmicznie też interesujący. Chciałam zrobić z tego piosenkę. Beck (prestiżowy producent albumu - przyp. red.) uznał to za dobry pomysł. Po wypadku spędziłam rok, nie pracując, i to było piekielnie trudne. Poświęciłam wiele czasu, by poczuć się lepiej. I to było traumatyczne". Paradoks? Tak, jak sama Gainsbourg. Wydane właśnie "IRM" nie jest płytą nachalnie konfesyjną. Powściągliwa, skromna, niemal zachowawcza - jak Charlotte. Pozornie, bo przede wszystkim przecież diabelnie hipnotyczna. Muzyka tła? Być może. Ale miej odwagę zignorować takie tło! Nie wypada, a przykład idzie z góry. Choć bywa, że programowo speszona Gainsbourg śpiewa zza zasłony (autentyczny przypadek, ona się wstydzi) i sama nie komponuje, pracować chcą z nią najlepsi. "IRM" nagrywała z Beckiem, regularnie kursując pomiędzy Paryżem a Los Angeles, gdzie mieści się jego studio. "Ważne było to, że Beck nie zrobił wszystkiego sam i nie postawił mnie przed gotowymi piosenkami. Chciałam współudziału. Zazwyczaj więc puszczał mi pojedyncze bity i obserwował. Kiedy zauważył, że któryś szczególnie mi się podoba, na jego bazie budował resztę. Jest coś spontanicznego w muzyce, udzielają ci się nastroje, które towarzyszyły jej powstawaniu. IRM to płyta wielu emocji, bo przez te półtora roku nagrań towarzyszyły mi różne stany. Słyszę to. Zresztą Beck na samym początku zapytał mnie, jak chcę, żeby ten album brzmiał. Nie miałam pojęcia. Nie chciałam mieć, nie chciałam być precyzyjna". Klasa matki, szaleństwo ojca. Czyli naprawdę jaka jest, nie wie nikt. Buc, pijak, playboy. Bohater narodowy. To tatuś. Rozmemłany tupeciarz, który uroczo zbeszcześcił Whitney Houston w publicznej telewizji (przeszperajcie archiwum YouTube). I jego księżniczka. Nieletnia, niewinna, nielegalna. Nagrali duet, "Lemon Incest", kiedy Charlotte miała zaledwie 12 lat, prowokując jeden z największych skandali w historii francuskiej piosenki. Gainsbourg jeszcze długo musiał dementować oskarżenia o pedofilię, których przysporzył mu sugestywny tekst o fizycznej fascynacji dziecka i dorosłego. I jej nieprzyzwoite szorty w teledysku. Dyskusyjny singel zachęcił sprytnego tatusia do kolejnego ciosu - wyprodukował pierwszą płytę Charlotte, "Charlotte Forever". Może dlatego z samodzielnym debiutem czekała do 35. urodzin - gdy będzie choć odrobinę wolna od brzemienia ojca. A może jednak nie? "Porównuję się do niego, wciąż. Muszę. Nie ma ucieczki". Nie tylko ona. Recenzje "5:55" grzmiały porównaniami do genialnej muzyki Gainsbourge'a. Zaakceptowała to z tradycyjnie kamienną miną. Ale przy okazji tamtej płyty uderzyło jeszcze coś. Muzycznie Charlotte Gainsbourg jest niedopuszczalnie wręcz niesamodzielna. Dziś Beck, wtedy muzycy francuskiego duetu Air, Jarvis Cocker i Neil Hannon, lider The Divine Comedy. Też piętno ojca? Ilu płyt by nie nagrała, nie wyzwoli się. I ilu ról by nie zagrała? To już trochę inna historia. Charlotte miała 13 lat, gdy zadebiutowała w kinie. W 1984 roku zagrała w filmie "Słowa i muzyka" obok Catherine Deneuve i Christophera Lamberta. "Chciałam zrobić wszystkim na złość. Całe swoje dzieciństwo spędziłam na planie z matką. Ona pracowała, ja starałam się siedzieć cichutko. Gdy pozowała do różnych sesji nago - udawałam, że mnie nie ma. Obserwowałam, chłonęłam atmosferę, byłam niewidzialna. Gdy nagle wyjechałam na plan - stałam się najważniejsza. Ale przede wszystkim wolna. Mogłam robić, co chcę, chodzić spać, kiedy chcę, być, kim chcę. Wreszcie stanowiłam sama o sobie". Okazało się, że ma talent. Jej obecność przed kamerą niosła ze sobą prawdę, rzadko spotykaną u tak młodych osób. Miała świadomość swojej siły, wiedziała, że implikuje szereg emocji. Zawsze tych skrajnych. Pożądanie, fascynację, ból - wszystko autentyczne. Była okrutnie młoda, odczuwalnie. "Źrebaczek…" - pisał wówczas jeden z francuskich magazynów. Chwalono ją za surowe, płochliwe piękno - to po matce miała odziedziczyć te cechy. Ojciec zaopatrzył ją w nonszalancję, poczucie wyższości. Charlotte wiedziała, że nie ma klasycznej urody, nie jest łatwa w odbiorze, jest inna - zrobiła z tego atut. Gdy w 1986 roku nagrała pierwszą płytę, nie było jeszcze jasne, czy zostanie aktorką czy piosenkarką. Kiedy dwa lata później wystąpiła u legendy Nowej Fali Agnes Vardy w "Kung-fu Master", wydawało się to przesądzone. Ale na pytanie dziennikarza: "Kim chce zostać?", 17-letnia wówczas dziewczyna odpowiedziała: "Córeczką tatusia". Na zawsze. Świat dostrzegł w tym niezdrową perwersję, w najlepszym razie - zblazowaną nastolatkę, skrzywione przez blichtr show-biznesu dziecko słynnej, skandalizującej pary. Spisano ją na straty, talent odziedziczony po przodkach nie gwarantuje sukcesu, bezczelne teksty to za mało, by zaistnieć. Charlotte zagryzła wargi i grała dalej. To nic, że w mało znaczących francuskich produkcjach. Nadal fascynowała, wzbudzała zainteresowanie, ale te uczucia graniczyły już ze strachem, niezdrowym, chorym strachem. Harda, niezależna, ambitna. I sama przestraszona. Ponoć żyła na granicy. A rock and roll to nie przelewki. Choć w 1985 roku dostaje Cezara dla najbardziej obiecującej młodej aktorki za rolę w filmie "Złośnica", środowisko przygląda jej się z rezerwą. Bardziej nawet niż czeka - liczy na to, że pójdzie w ślady ojca, roztrwoni swój talent, przebawi, przehula, prześpi. Ale w jej wypadku życie i scena zawsze stanowiły komplementarne połówki. Gdy grała zachowawczo, bezpiecznie - niebezpiecznie żyła. Gdy zaczęła bezpiecznie żyć - zawodowo postawiła wszystko na jedną kartę, zaczęła przyjmować bardziej odważne role w ambitnych, artystycznych, nierzadko kontrowersyjnych projektach. Oczywiście nim przeszła tę metamorfozę, musiały się zdarzyć dwie rzeczy. W 1988 roku dostaje kolejną nominację do Cezara, ale już wie, że to nic nie znaczy. Że to nagroda pocieszenia, poklepanie po ramieniu francuskiego establishmentu. A ona nie może być bardzo dobra, musi być najlepsza. W 1992 roku poznaje swojego przyszłego męża, Yvana Attala, na planie francuskiego filmu "Amoureuse". Lecz by dostrzec w tym szansę dla siebie, musi pozwolić odejść dzieciństwu. Musi przestać być córką. Pardon, córeczką tatusia. Serge Gainsbourg umiera w marcu 1991 roku - świat nie staje w miejscu… Charlotte kończy z życiem w cieniu ojca. Przestaje na siłę udowadniać, że jest coś warta, że coś potrafi. Wybiera spokojne, mieszczańskie życie u boku Yvana. Zaczyna ryzykować, ale już tylko przed kamerą. I wygrywa. Zawodowo rozkwita. Aktorski fenomen Charlotte Gainsbourg polega na tym, że może zagrać w przeciętnym filmie i stworzyć nieprzeciętną rolę. Tak było w "Jane Eyre" Franca Zeffirelliego, w "Annie Oz" Erica Rochanta. W 2000 roku dostała kolejnego Cezara za drugoplanową rolę w "Gwiazdkowym deserze". Wzięła udział w serialu telewizyjnym na podstawie wielkiej francuskiej klasyki, czyli "Nędzników" Victora Hugo. Uspokoiła się, wychowywała dzieci, robiła mężowi obiady. I czekała. Na odpowiednią rolę, właściwą historię, odważnego reżysera, który zatrudni europejską aktorkę ze śmiesznym akcentem, wystającymi łopatkami i nogami jak patyki. W 2003 roku gra u Guillermo Arriagi w nominowanych do dwóch Oscarów "21 gramach", w 2007 roku pojawia się w "I'm Not There" - filmowej iluminacji inspirowanej życiem i twórczością Boba Dylana. W 2009 roku dostaje Złotą Palmę w Cannes za rolę w filmie Larsa von Triera, "Antychryst". Na festiwalu zmęczona, zawstydzona szumem, jaki towarzyszy filmowi, ale twarda, odpierająca ataki, nieprzejednana. Przekonana do artystycznej wizji duńskiego reżysera. Von Trier obrażony przyjęciem "Antychrysta" ucieka z Cannes - Charlotte zostaje do końca. Przyjmuje każde zaproszenie na wywiad, otwarcie rozmawia o swojej pełnej poświęcenia roli. "Byłam nieco przerażona, gdy Lars zaproponował mi udział w swoim filmie. Marzyłam o pracy z nim, ale nie wiedziałam, czy będę w stanie tak się obnażyć. Zamiast dyskusji o tym, co powinnam zrobić, a czego nie, Lars rozebrał się do naga i powiedział: Zaufaj mi. To śmieszne oczywiście, w pierwszym momencie zaczęłam się śmiać. Ale im dłużej o tym myślałam, tym miałam większą świadomość, że ten człowiek mnie nie skrzywdzi. Zawsze, jeśli tylko mnie poprosi, wezmę udział w każdym jego następnym projekcie. Być może jest skandalistą, jest nieobliczalny, ale nie jest wyrachowany. To artysta, który jest szczery wobec swoich aktorów i wobec swojej widowni". Takie podejście wyróżnia aktorkę nie tylko spośród grona francuskich gwiazd. Branie odpowiedzialności za swoje czyny, swoje role, swoje pasje. Jej każdy gest coś znaczy, nie ma tu przypadkowości. Wszystko jedno, czy gra w naiwnej francuskiej komedyjce "Układ idealny" czy przeintelektualizowanym dramacie Patrice'a Chereau "Persecution" (chłodno przyjętym w zeszłym roku w Wenecji) - potrafi nadać swojej bohaterce psychologiczną głębię, prawdę, wynikającą nie ze scenariusza, ale z próby obrony każdej postawy życiowej. Świadoma swojego magnetyzmu, dojrzalsza o własne doświadczenia, próbuje coś powiedzieć nie tylko o otaczającym ją świecie, ale i o kondycji współczesnej kobiety. Gdy w Cannes mówiło się, że dostała Złotą Plamę, bo pozwoliła Larsowi von Trierowi wyciąć sobie łechtaczkę, powiedziała: "Gdy pierwszy raz zobaczyłam w całości zmontowany film, poczułam się niepewnie. Wobec dziennikarzy, wobec Larsa. Ale to był moment. Jestem przekonana, że ci najbardziej oburzeni podnosili głos, bo odnaleźli cząstkę prawdy o sobie. Przerażającej, dojmującej prawdy. Ja już wiem, na co mnie stać. Czuję się oczyszczona". Gdy skandynawscy dziennikarze komentowali jej wystąpienie na francuskim festiwalu, jeden z nich powiedział: "Być może Charlotte nie ma łechtaczki. Ma za to największe jaja…". Nieco dosadne stwierdzenie, ale istotnie Gainsbourg to nieprawdopodobna siła. Zbudowana z niejednoznaczności, a przy tym z precyzji. Kontrasty, konsekwencja, świadomość. Kobieta dziecko. Jedna z nielicznych, które potrafią być delikatne, a przy tym perwersyjne. Piękna i brzydka jednocześnie. Skromna i wyuzdana, pewna siebie, a nieśmiała. Tylko ona potrafi patrzeć na wszystkich z wyższością, choć przed chwilą została poniżona. Filigranowa postać - kalejdoskop znaczeń. Co ciekawe, aktorka rzadko kiedy podnosi głos - mówi prawie szeptem, zarówno w filmach, jak i w życiu. I w piosenkach też. Tak jakby chciała podzielić się z nami ważnym sekretem. Jakim? Nawet na to nie liczcie. Data utworzenia: 16 lutego 2010 10:00 To również Cię zainteresuje Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Znajdziecie je tutaj.
rok 1967. koncerty. wywiady. Naprawd e jaka jeste s. 21 lutego 2013. Bartek Chaciński. Rada Języka Polskiego zaczęła kampanię „Język polski jest ą-ę”. Bardzo mi się ta akcja podoba, choć kampania kojarzy się u nas niebezpiecznie – z wrześniem i z sytuacją nie do obrony.
Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty W tańczących wokół szarych lustrach dni Rozbłyska Twój złoty śmiech … Uwielbiam ten poetyczny obraz namalowany piórem Jonasza Kofty, do którego muzykę skomponował Włodzimierz Nahorny, a który wyśpiewał Bogusław Mec. Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej z bliską mi osobą, koleżanką jeszcze ze szkoły średniej, poruszyłyśmy wątek naszych wyborów życiowych i ich słuszności z dzisiejszej perspektywy. Mówiłyśmy o emocjach i jak to jest, kiedy emocje górują nad rozsądkiem, czyli o wyższości stanu emocjonalnego nad rozumem w trudnych chwilach naszego życia. Choć czasami wybór jest bardzo trudny i choć wydaje nam się, że żadna z opcji nie jest dobra, to jednak musimy tego wyboru dokonać. A kiedy już wybierzemy jakąś drogę, to, bez względu na to czy okaże się ona słuszna, czy nie, nie powinniśmy żałować tego wyboru i przez to obwiniać siebie, bo przecież zawsze możemy to zmienić. A obwinianie się i użalanie nad sobą niczego dobrego nam nie daje, wręcz przeciwnie, osłabia naszą wolę i wiarę w swoje możliwości. Ja złe czasy traktuję jako doświadczenie, dzięki któremu znajduję się w tym miejscu, gdzie teraz jestem. Wszystko jest po coś i ma głębszy cel, choć nie zawsze to rozumiemy w danej chwili. Wspomniana poprzednio, bliska mi osoba, zaskoczyła mnie pytaniem, czy ja mam w sobie nienawiść, czy nienawidzę, bo jej to uczucie jest nieznane. Przyznam, że zaskoczyła mnie tym pytaniem. Po chwili namysłu potwierdziłam, że tak jak i ona, nie znajduję w sobie nienawiści. Myślę, że jest to uczucie ludzi nieszczęśliwych, niezadowolonych z własnego życia, a przy tym egoistów. To pytanie skłoniło mnie do zajrzenia w głąb siebie i zapytania, jaka jestem. Kiedyś miałam w sobie dużo złości, nie umiałam jej okiełznać, ta złość przybierała rożne formy, ale zwykle kierowałam ją przeciwko sobie. Tendencja do autodestrukcji utrudniała mi życie, odbijała się na moim zdrowiu fizycznym i psychicznym. Jak trucizna, która powoli wyniszcza ciało i duszę. Codzienne przyzwyczajenia, utarte schematy myślowe, silne emocje, często przysłaniają nam naszą prawdziwą naturę. Mówi się, że przyzwyczajenie to nasza druga natura. Coś w tym jest! Trudno sobie wyobrazić poranek bez kawy, albo wieczór bez komputera, czy telewizora. Przyzwyczajenia tworzymy sobie sami, oczywiście, są one zależne od wielu czynników. Bywa, że są wbrew naszej naturze, ale powstają z miłości np. do dzieci. Są też wymuszone przez bliskich, czy otoczenie, jak z poczucia obowiązku, czy powinności. Jak nas całe życie obwinia matka, albo mąż, za wszystko co złe, przypisując sobie jedynie sukcesy, zaczynamy czuć się winne. Jak kilkadziesiąt lat bliska nam osoba powtarza, że to tylko dzięki niej sobie radzimy, to zaczynamy wątpić w swoja wartość i możliwości, boimy się innego życia. A nuż potwierdzi się to jego gadanie, że jestem do niczego. Podobnie jest z naszymi myślami, lękami, które poruszają się utartymi ścieżkami. Ścieżki są wyrobione, wiadomo, że jak już znajdziemy się na wyślizganym torze, to lecimy po równi pochyłej i, nie mogąc się zatrzymać, wpadamy w dołek. Dobrze, jak to jest przyjemny kanał, na którym nadają fajne wspomnienia, marzenia, doznania. Gorzej, jak nie zdążymy się w porę zatrzymać i wpadamy w pułapkę złych emocji, lęków. Myślami w dużym stopniu możemy sami kierować, ale na ich powstawanie i kształtowanie, na precyzowanie naszego światopoglądu, na postrzeganie otaczającego nas świata, duży wpływ ma wychowanie, środowisko w jakim dorastamy i żyjemy. Tak, jak nasionka drzewa, które najczęściej padają wokół pnia, tam przy sprzyjających warunkach zewnętrznych, w przychylnym środowisku, które wytworzyło drzewo-matka, wzrastając w jego cieniu są słabsze. Kiedy wytnie się to dominujące i jednocześnie chroniące je drzewo, są one narażone na różnego rodzaju zewnętrzne zagrożenia, jak na przykład silny wiatr, który może połamać delikatne konary. Po prostu są mniej odporne na wszelkiego rodzaju szkodniki i warunki zewnętrzne. Z innego nasionka, rzuconego przez wiatr na mniej żyzny i podatny grunt, gdzie od samego początku swojego istnienia, roślina walczy z przeciwnościami staje się silniejsza. Nasionko rzucone na ugór, czy skałę, jeżeli się przyjmie, to wyrasta na inne drzewo, ten sam gatunek, a jednak inaczej wygląda, mniejsze, może nie takie ładne, z grubszą korą. Walka z przeciwnościami wzmacnia, otacza je twardą skorupą, przez którą trudno szkodnikom się przedostać. Uodparnia. Jakim ja jestem drzewem? Cóż, nie mam grubej skóry, łatwo mnie zranić. „Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni” – nie wiedziałam, że jest to myśl autorstwa Fryderyka Nietzschego, wielkiego filozofa, filologa, prozaika i poety. W przeszłości, ze względów ambicjonalnych, podejmowałam próby zrozumienia jego twórczości, głównie jego chyba najbardziej znanego dzieła „Tako rzecze Zaratustra”. Sam tytuł już jest wiele mówiący o jego treści. Szybko się zniechęciłam, bo ten traktat filozoficzny, osadzony w legendarnym świecie dalekiej i dawnej Persji był napisany trudnym językiem. Właściwie było to jasne, że moje próby były od razu skazane na niepowodzenie; to tak, jakby od trzymiesięcznego niemowlaka wymagać, aby od razu biegał, pomijając okres siadania, raczkowania i nauki chodzenia. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, rozwinąć się. To tak, jakby zestawić ze sobą dwoje ludzi: jeden z nich to muzyk, który posiadł umiejętność grania i czytania nut, przez kilkadziesiąt lat nauki i ciężkich ćwiczeń, drugi to człowiek, który nie potrafi ani grać na instrumencie, ani czytać nut. Po czym dać im instrument, nuty i kazać zagrać jakiś utwór. Mimo, że oboje mają dobry słuch muzyczny, podobną wrażliwość, to inaczej poruszają się w sferze muzyki. Pierwszy, skoro tylko usłyszy akord, potafi go przyporządkować danemu utworowi i autorowi, potrafi zagrać dalszą frazę, drugi porusza się w krainie dźwięku po omacku, nawet nie potafi właściwie trzymać instrumentu, a co dopiero zagrać na nim. Ja w sferze filozofii jestem jak raczkujący dzieciak, w dodatku poruszam się trochę po omacku, ale dojrzewam do chęci zrozumienia. Wielka mądrość Nietschego zaczyna powoli do mnie przemawiać, zaczynam ją lepiej rozumieć. Ale żeby zrozumieć te myśli, trzeba się stać wolnym człowiekiem, wolnym od wpływów otoczenia. Cóż, lepiej późno niż wcale. Zachwycają mnie jego jakże wiecznie aktualne myśli: „A ci, którzy tańczyli, zostali uznani za szalonych przez tych, którzy nie słyszeli muzyki”, albo „Nie ma czegoś takiego jak fakty, tylko interpretacje”, czy też „Nie gniewem, lecz śmiechem się zabija.” Przypomniało mi się, jak przed laty wybrałyśmy się z siostrą do Teatru Polskiego na sztukę „Dr Faustus” Thomasa Manna, opartej na stworzonej przez Goethego postaci i historii Fausta. Kocham teatr i śledziłam na bieżąco repertuar wrocławskich scen. Dodatkową zachętą do pójścia na tę sztukę był gościnny występ Jana Frycza w roli tytułowej. Przedstawienie było imponujące, zrobiło na mnie duże wrażenie. Jednak, kiedy w przerwie siostra zapytała, czy rozumiem coś z tego, bo ona nic, nie umiałam jej na to odpowiedzieć. Czułam magię tej sztuki, ale jest to trudne dzieło i dla lepszego zrozumienia jego treści wymaga większej wiedzy, choćby znajomości genezy powstania utworu, historii Niemiec, literatury… Choć najważniejsze dla sztuki jest oddziaływanie na emocje, to jednak zawsze przyda się trochę wiedzy, aby pełniej odebrać treść dzieła. Kiedy brakuje mi słów aby opisać swoje odczucia, przytaczam starą anegdotkę, przeczytaną kilkadziesiąt lat temu w tygodniku Przekrój: Na wystawie malarstwa Henri de Toulouse-Lautrec, zwiedzajacy pyta: -Mistrzu, co przedstawia ten obraz? Na co Toulouse-Lautrec: -Drogi panie, malarstwo jest jak gówno, to się czuje a nie tłumaczy. Dowodem na to, że na naukę i rozwój nigdy nie jest za późno jest fakt, iż dopiero niedawno nauczyłam się pływać. Uwielbiam wodę, morze i całe życie marzyłam aby umieć pływać, tak bardzo zazdrościłam osobom starszym, które poruszały się w wodzie jak ryby. Kilkakrotnie próbowałam się nauczyć pływania, już jako nastoletnia dziewczyna chodziłam na basen przy pl. Teatralnym, potem w wieku dwudziestu kilku lat zapisałam się na prywatną naukę pływania i już pływałam na plecach, pięknie skakałam do basenu, robiąc obrót na plecy dopływałam do brzegu, aż pewnego razu zachłysnęłam się wodą, wpadłam w panikę i zaczęłam się dusić i topić. Nie rezygnowałam jednak, chodziłam na basen, jednak zawsze musiałam mieć brzeg basenu w zasięgu ręki i płytką wodę. Wstydziłam się swoich pokracznych ruchów, kiedy niepotrzebnie wpadałam w panikę, krztusiłam się czasami kilkoma kroplami wody, a to jeszcze bardziej paraliżowało moje ruchy. Za trzecim razem, kiedy już byłam dobrze po czterdzietsce, zainwestowałam w kolejny kurs od podstaw, było mi trochę wstyd, bo większość kursantów to były dzieci, ale na szczęście było też kilka osób w moim wieku. Przerobiłam wszystko od początku, nurkowanie, oddychanie. Efekt nie był zadawalający. Panika mnie blokowała, basen ograniczyłam do ćwiczeń wzmacniających mięśnie kręgosłupa. Kiedy przeprowadziłam się do Fürth, raz w tygodniu korzystałam z miejscowego krytego kąpieliska, gdzie ćwiczyłam zumbę, ćwiczyłam w wodzie i relaksowałam w grocie solnej. Tak jest do dzisiaj. W czasie wakacji dużo czasu spędzałam z wnuczką na Fürthermare, ona też bardzo chciała pływać, wykorzystywałam więc swoją wiedzę teoretyczną, nabytą na kursach pływania, ucząc ją nurkowania, oswajania się z wodą. Miałyśmy bardzo dużo czasu na to, wodę o różnej głębokości, na basenie na ogół raczej nie było tłoku. Kiedy ona zaczęła pływać, początkowo pieskiem, ja też się przy niej uczyłam. Teraz obie pływamy już żabką. Natomiast w walce z atakami paniki pomógł mi mój małżonek, nieustannie przekonując mnie, że woda jest mi przyjazna i że jestem w niej bezpieczna. Największy problem bowiem stanowiła blokada psychiczna, pokonanie podświadomego lęku, umiejętność rozluźnienia się w wodzie. Wiedziałam, że wszystko jest w mojej głowie, ale nie umiałam pokonać tego lęku i nie wierzyłam już, że kiedykolwiek mi się go uda zwalczyć. Najważniejsze, że w końcu przekonałam się i udowodniłam samej sobie, że można. Do tego potrzebowałam dużo cierpliwości, ciepła i miłości. Niby nic, a jednak bardzo dużo! Naprawdę jaka jestem, nie wie nikt – tego nie wiem nawet ja sama. Ciągle odkrywam siebie na nowo. Nie boję się tego robić, lubię przecież tajemnice i niespodzianki.
\n \n \nnaprawde jaka jestes nie wie nikt tekst piosenki
Tekst piosenki . Sam już nie wiem czy to prawda, czy to moja wyobraźnia, że jestem z Tobą tu Lecę w górę, lecę w dół i tak jesteś tego warta. 1. W mojej głowie są miejsca, gdzie lepiej nie zapuszczać się samemu. Wiem, że z Tobą jest podobnie, ale mimo to zachęcam do spaceru. Nie potrzebujemy nic, nikt tu nie zmieni nic
Rada Języka Polskiego zaczęła kampanię „Język polski jest ą-ę”. Bardzo mi się ta akcja podoba, choć kampania kojarzy się u nas niebezpiecznie – z wrześniem i z sytuacją nie do obrony. Sam jestem zwolennikiem wpisywania polskich znaków w esemesach, za co miesięcznie płacę, lekko licząc, ok. 20 zł. Mam bowiem oddzielnie liczone w rachunku wiadomości tekstowe, a ponieważ w prawie każdej jest kilka polskich ogonków, liczą mi się podwójnie lub potrójnie. Ba, nawet telefon kupiłem sobie taki, żeby te polskie znaki dało się bez większych przeszkód wpisywać. I co z tego dziś mam? W swojej grupie wiekowej (35-44) jestem wśród 80 proc. „zawsze używających” polskich znaków*. Żeby nie było tak różowo – od strony muzycznej kampania nie jest tak bardzo ą-ę. Muszę się w tym momencie czepnąć ścieżki dźwiękowej, bo chociaż Łukasz Zagrobelny w niczym mi nie zawinił, szczególnie w tej szlachetnej sytuacji to przecież można było po prostu wziąć pierwotny, oryginalny pomysł Łony, utrwalony już jako niepisany hymn młodych polskich ogonkowców: Jedna z najładniejszych polskich piosenek po podobnym zabiegu brzmiałaby: „Naprawde jaka jestes / Nie wie nikt”. Jej instrumentalna, wczesna wersja znalazła się na płycie pod tym samym tytułem Włodzimierza Nahornego wydanej oryginalnie w roku 1971. To jeden z tych albumów, który – choć trudno w to uwierzyć – nigdy nie doczekał się wznowienia na CD, aż do teraz, gdy stosowne wznowienie przygotowała firma GAD Records. Pisałem już o jej świetnie przygotowanych reedycjach i naturalnym statusie polskiego Soul Jazz Records. Ale po kilku bombowych strzałach, z których dwa relacjonowałem tu i tu (a do których można dopisać rewelacyjny album „Sweet Beat” Ptaszyna Wróblewskiego) płyta Nahornego jest mimo wszystko pozycją nieco słabszą. To, co wydaje się rewelacyjne w oryginale, traci nieco w wersji instrumentalnej, choć aranżerzy są z pierwszej półki (Ptaszyn, Stańko, Tomasz Ochalski), gra duża orkiestra, a lider sam wykonuje partie solowe różnych instrumentów. Do tego klasyczna okładka Marka Karewicza. Sam pomysł jazzowych opracowań Breakoutów czy Skaldów jako nowego polskiego kanonu wydaje się interesujący, rzecz jest jednak odrobinę przelukrowana, a duża orkiestra utrudnia moim zdaniem złapanie groove’u w stylu najlepszych nagrań ówczesnej zamorskiej bossa novy czy funku. Całość jest więc propozycją dla znawców tematu i kolekcjonerów, zbyt dużo nagrań easy listening z Zachodu trafiło do polski w ostatnim czasie, by podchodzić do tego bezkrytycznie, choć oczywiście należy się Nahornemu i GAD-owi uwaga, bo historycznie to płyta ważna. Tak jak ważne będą kiedyś płyty Łony, a utwory Zagrobelnego już niekoniecznie. Nahornego znajdziecie oczywiście w serwisach streamingowych (że tak wrócę do tematu ostatnich tygodni). Pod warunkiem, że wpiszecie „Wlodzimierz” – tylko WiMP pod jedną płytą podpisuje Włodzimierza Nahornego. Mam wrażenie, że powinniśmy zadbać w równej mierze o świadomość pisowni polskich słów i nazwisk za granicą, także w zglobalizowanych firmach sektora artystycznego (no i w przybudówkach światowych telekomów). Bo jej portret jest na razie dość przygnębiający. WŁODZIMIERZ NAHORNY „Jej portret” GAD Records 2013 Trzeba posłuchać: numer 1, ale każdy już słyszał. * A jednocześnie pomstuję na to, że blogowy serwis WordPress w tej wersji nie pozwala mi na proste wpisywanie z klawiatury polskich – czyli górnych i dolnych – cudzysłowów.
Facebook LinkedIn Pinterest Gmail Miałam ostatnio ciekawą sytuację. Uczestniczę w pewnym szkoleniu (którego szczegóły ujawnię w tym roku). Jednym z zadań było znalezienie sobie „accountability buddy” tzw. partnerki motywatorki na naszej tajnej FB-kowej grupie. Inne kobiety zaczęły pisać o sobie, kim są i jakie mają doświadczenie. Wyglądało na to, że sprawia im to
Kalina Jędrusik to postać pod każdym względem wyjątkowa. Nie ma sensu wymieniać tu wszystkich kontrowersji, sensacji, nieporozumień, plotek, pogłosek, pomyłek, złorzeczeń i biadoleń, które wywoływała – chcąc albo czasem i nie odzywki typu „Odp… się, strażaku” (do przedstawiciela straży pożarnej w Sali Kongresowej, który usiłował ją odwieść od palenia na scenie), prowokacje, np. wepchnięcie się w rozchylonym nieco szlafroku do kolejki Kaszubek w sklepie spożywczym na Helu, zażądanie skrzynki szampana i oświadczenie, że będzie się w nim kąpać; wolna miłość w wolnym małżeństwie ze Stanisławem Dygatem, krzyż z granatów na dekolcie podczas występu dla robotników Stoczni Gdańskiej, a potem, gdy zakazano jej dekoltów (i odsunięto od wielu występów), założenie czarnej sukni bez wcięcia pod szyją i na koniec odwrócenie się tyłem do widowni, by zademonstrować olbrzymi dekolt, sięgający strefy zdecydowanie pod pasem. Wycięcie przez Andrzeja Wajdę z jego największego chyba arcydzieła, Ziemi obiecanej, zbyt odważnych (?) fragmentów sceny Jędrusik z Danielem Olbrychskim w powozie, bo przecież będą na to chodzić wycieczki szkolne! I tak dalej, i tak jeszcze, dla ochłonięcia i odmiany, wizerunek zaborczej, niedobrej macochy autorstwa Magdaleny Dygat, córki Stanisława z jego pierwszego małżeństwa, i wspaniałej, spolegliwej matki chrzestnej – takiej starszej przyjaciółki-życiowej przewodniczki, autorstwa Magdy Umer. Z jednej strony możemy przywołać wiele wspomnień o kapryśnej gwiazdeczce – nieznośnej, nieliczącej się absolutnie z bliźnimi, z drugiej – o troskliwej, wiernej przyjaciółce, w dodatku kochającej i przygarniającej psy tudzież koty. A na dodatek jest jeszcze historia o utraconej, urodzonej zbyt wcześnie córeczce i późniejszej dramatycznej operacji, która na zawsze pozbawiła Kalinę Jędrusik perspektywy i są jeszcze piosenki, którymi ta czołowa gwiazda scen i ekranów PRL czarowała zarówno szeroką telewizyjną widownię, jak i wytrawnych koneserów. Piosenki te wykreowały i utrwaliły jej wizerunek wampa, zjawiskowej „kobiety znikąd”, urodzonej z żeberka kaloryfera (iście diaboliczny pomysł Jeremiego Przybory), szukającej swego Romea, ukrywającej pod obcisłą suknią, w głębi pokaźnego dekoltu czułe, wrażliwe nadaje się to wszystko na świetny materiał do stworzenia monodramu z piosenkami w wykonaniu utalentowanej wokalnie aktorki? Ano się nadaje. A jest taka w poznańskim Teatrze Nowym? No jasne, przecież wiadomo o tym od dawna – Anna Mierzwa się nazywa! No to do roboty!Autorska koncepcja Anny Mierzwy oraz jej wybór piosenek z repertuaru Kaliny Jędrusik, jakie wykonuje na Scenie Nowej, zostały przyodziane (jak to jest ujęte w programie) w „tekst i dramaturgię” przez Magdalenę Zaniewską. Mamy tu cały szereg smaczków, a to tragicznych, a to satyrycznych. Obok zgryźliwej powiastki o Violetcie Villas, która jedzie na spotkanie z Wajdą, by porozmawiać z nim o propozycji zagrania Zuckerowej i nagle rezygnuje, zawraca i nie pojawia się na spotkaniu z reżyserem, dzięki czemu proponuje on tę rolę naszej bohaterce (Mierzwa-Kalina: „Może przebiegł jej drogę czarny kot?”); mamy tu sugestywnie opowiedzianą historię o martwym dziecku, które miało zamknięte oczy i nie można było nawet stwierdzić, jaki mają one kolor. Jest też dialog z tow. Wiesławem, który przemawia z ekranu tekstem osławionego antysemickiego przemówienia z 19 marca 1968 roku (Kalina zwraca się do niego per „Wieśku”). Gdy mowa jest o starzeniu się gwiazdy, Zaniewska i Mierzwa nie szczędzą nam też drastycznych opowieści, np. tej o topielicy z Sekwany: gipsowy odlew jej twarzy przekształcono w nieskończoną serię gumowych masek, które służyły kilku pokoleniom adeptek i adeptów na kursach pierwszej pomocy – robili sztuczne oddychanie twarzy trupa. W tej ostatniej, najlepszej zresztą części spektaklu, opowiadającej o powolnym pogrążaniu się bohaterki w niebyt, przy zachowywaniu pozorów, że „się gra”, „się śpiewa”, „się mobilizuje” na kolejne występy, udając, że „wszystko jest jak należy”, Mierzwa-Kalina przywołuje starzejącą się Marlenę Dietrich, która przed kolejnymi występami na estradzie „likwidowała zmarszczki”, ściągając skórę na twarzy poprzez wbijanie szpilek pod włosy, w skórę czaszki. Potem po występie dezynfekowała głowę i pozwalała goić się ranom. A zaczyna się to wszystko dość śmiesznie, przede wszystkim „superseksownie”: najpierw zasiadający na swych miejscach widzowie atakowani są przeciągłymi jękami gitary, na której gra autor (świetnej skądinąd) muzycznej oprawy i aranżer piosenek, Krzysztof „Wiki” Nowikow. Rzut oka przed siebie: po lewej stronie sceny rozwieszone jest na różnej wysokości, w zbitce stado przymglonych luster w złotych oprawach. Za nimi majaczy postać gitarzysty. Z kolei po prawej widać czerwony szezlong, a na samym środku wisi szeroka zasłona z folii. Za nią wygibuje się coś jakby nagie ciało oświetlone reflektorem bijącym z rozbłyska pełnym światłem. Mierzwa-Kalina zrywa zasłonę i ukazuje się naszym oczom w czarnej peruce i w cielistej halce z czarną, koronkową górą. Śpiewa słynny przebój Bo we mnie jest seks, wyginając się, a jakże – seksownie i zalotnie. (Swoją drogą któż dzisiaj pamięta, że pierwszym, premierowym wykonawcą tej piosenki w Kabarecie starszych panów był Wiesław Michnikowski?)Skoro o seksie już mowa, to zaraz po piosence mamy krótką, dość dosadną wypowiedź na temat mężczyzn, a potem przechodzimy od razu do wyimaginowanej rozmowy telefonicznej z Władysławem Gomułką, która naprawdę nigdy nie miała miejsca. Ludzie się śmieją. Nie wiem, czy Kalinie Jędrusik byłoby do śmiechu, w końcu to właśnie Gomułce zawdzięczała ona zakaz „zbyt częstego” pokazywania jej na ekranach telewizorów, a nawet na ekranach kin. Czy tow. Wiesław rzucał kapciami w telewizor, gdy ją widział na ekranie? Czy może nawet rzucał całym telewizorem o podłogę, jak głosi „miejska legenda”? Któż to wie. Na pewno wiadomo, że po jej występie z krzyżem na dekolcie w Stoczni Gdańskiej miarka się przebrała i zaczął obowiązywać wspomniany przed chwilą niepisany, lecz bardzo dotkliwy obszernym, nierównym, pomarszczonym ekranie z tyłu sceny wyświetlany jest film z wielkim tłumem ponurych ludzi. Potem film z zajść na Krakowskim Przedmieściu 8 marca 1968 roku. I znów rozmowa Kaliny z przemawiającym „Wieśkiem”, trochę nawet śmieszna, ale ludzie zaśmiewają się chyba ciut na wyrost. Bo jednak we mnie ta przemowa Gomułki wciąż wzbudza wstręt i poczucie grozy. A już wybieranie pojedynczych słów i zwrotów z tego przemówienia, tak by pasowały do napisanego przez Zaniewską tekstu i były jakby „fragmentami rozmowy” tow. Wiesława z Mierzwą-Kaliną jest pomysłem z nie najlepszego kabaretowego show w szczęście zaraz potem mamy wprowadzenie do pasjonującego wątku (jednego z dwóch wiodących w tym spektaklu – drugi to wspomniane już odchodzenie), który można by nazwać „niekonwencjonalna, seksowna artystka kontra real-socjalistyczne społeczeństwo epoki małej stabilizacji”. Kalina opowiada o swym wychodzeniu rankiem na balkon, podczas gdy po drugiej stronie ulicy Kochowskiego na Żoliborzu „kwitnie” regularnie co dzień kolejka pod mięsnym. Padają cytaty z komentarzy o „Dygatowej”, co to nic nie robi, a forsy ma jak lodu, rozbiła małżeństwo Dygata itp. (O tym, że Dygat też się jakoś chyba do tego przyczynił – ani słowa.) W trakcie tej opowieści Mierzwa-Kalina rysuje kredą na czarnym tyle stojącej obok szezlonga szafki sylwetki kobiety i mężczyzny trzymających się za ręce. A w tle odzywa się od czasu do czasu tow. Wiesław niczym złowrogi chochoł rodem ze swej przaśnej, dusznej epoki. Front Jedności Narodu był w PRL pseudodemokratyczną fikcją, natomiast przywołana przez Mierzwę-Kalinę jedność narodu w nienawiści do Jędrusik była faktem – ponurym, lecz jak najbardziej realnym. Symbolizują ów „front” nanizane na sznurek główki, które Kalina animuje, wkładając co chwilę w ich usta zgodny okrzyk: „Embargo!” (czyli szlaban na ekran) oraz pełne lejącego się obficie hejtu listy kobiet z rozmaitych zakładów pracy. Jak widać, tow. Gomułka nie był odosobniony w swym dysguście wobec nazbyt, powiedzmy, wyzwolonego (choć jak najbardziej autentycznego) publicznego wizerunku artystki. Ciśnienie na widowni od razu rośnie, tu i ówdzie wybucha chichot. No, tak: tow. Wiesław wiecznie żywy, a hejt jest i będzie, zawsze, wszędzie!Gdy Mierzwa-Kalina śpiewa, że „zawsze jest w formie”, wierzymy jej. Jest piękna, młoda i nadal głodna sukcesu. Pojawia się jednak sygnał niespełnienia: odziana w cielistą halkę „seksbomba PRL” ustawia oto na szafce z wciąż widocznymi sylwetkami kobiety i mężczyzny cztery kieliszki, nalewa do nich alkohol i po kolei wypija. Jej mowa staje się nieco labilna. Wypowiada coś jakby metatekst, wychodząc poza swój realistyczny portret: mowa jest o artystce jako znaku towarowym. A przecież sama bohaterka (zmarła w 1991 roku) nie była w stanie przewidzieć ani nawet wyobrazić sobie, że jej spadkobierczyni Aleksandra Wierzbicka – osobista opiekunka w ostatnich latach życia gwiazdy – opatentuje dwadzieścia lat po jej śmierci „Kalinę Jędrusik” właśnie jako znak towarowy! Zaraz, zaraz! Czyżbyśmy przebywali z naszą bohaterką po drugiej stronie zamglonych luster – w zaświatach, w dodatku takich, z których bardzo dokładnie widać wszystkie nasze zasługi oraz grzeszki? Po czymś takim logiczną kontynuacją wydaje się piosenka Nie fragmenty przedstawienia dotyczą pożycia pary Jędrusik-Dygat, czyli jednej z najatrakcyjniejszych, najbardziej fascynujących par w historii PRL. Przerywnikiem jest tutaj odgrzany z powodzeniem przez naszą bohaterkę przedwojenny hit Zuli Pogorzelskiej Bo ja się boję sama spać, któremu towarzyszą kolejne, ciut już nudnawe zmysłowe wygiby Mierzwy-Kaliny. Gdzieś w tych okolicach mamy wysilony chwyt z brodą – próbę nawiązania przez aktorkę bezpośredniego kontaktu z siedzącym w pierwszym rzędzie widzem płci męskiej, któremu bohaterka zwierza się z bardzo bliska ze swych erotycznych wspólnym życiu po zawale Stasia, o jego „seksualnej emeryturze” i o licznych tolerowanych przezeń romansach małżonki Mierzwa-Kalina opowiada podczas „rozmowy telefonicznej” z niejaka Elką, zajadając ze smakiem cienkie parówki, maczane ze zmysłową lubością w jakiejś mazi spoczywającej na talerzu (zapewne w musztardzie). Część z tych zwierzeń jest bezpruderyjnie wyśpiewana. W trakcie owego wyśpiewywania bohaterka czyni bardzo znaczący gest: przekreśla grubą krechą kredy narysowany na początku wizerunek pary trzymającej się za ręce. Po czym kończy piosenkę potężnym westchnieniem z parówką w ustach. Scena ta razi bezguściem tudzież nachalnością i nie trzeba być tow. Wiesławem, żeby ciut się nią „zniestrawić”. Tylko ta gruba krecha jest tu czymś wartościowym i naprawdę znaczącym w kontekście całości ma sensu opisywać tego, co dalej – już z grubsza wiemy, „co było grane”. Odnotujmy tylko jeszcze wspaniałe, dramatyczne SOS zaśpiewane przez Kalinę ściśniętą w środku malutkiej, niziutkiej szafki, z bosymi stopami i dramatycznie wyciąganymi na zewnątrz dłońmi, no i nieśmiertelnego Romea, wykonanego przez Annę Mierzwę z subtelnością oraz ironią, które dorównują oryginałowi. A najsugestywniejszy, ostatni fragment spektaklu – ten o powolnym, nieuchronnym, nieubłaganym odchodzeniu artystki w strefę niepamięci, a potem niebytu, został tu już po trosze opisany. Dodajmy tylko jeszcze, iż gdzieś na początku tego grand final mamy tragiczną opowieść o zmarłej córeczce i o macierzyńskim niespełnieniu. Nasza bohaterka przyciska bezradnie do siebie poduszkę, a potem zdejmuje perukę „seksbomby” i stoi przed nami bezradnie, z przylizanymi, „uklepanymi” blond włosami (Jędrusik była naturalną blondynką). Od ust odchodzi jej krecha rozmazanej kończy się rozbudowaną, długą wokalizą aktorki-pieśniarki oraz kolejnym dynamicznym, dramatycznym solo na gitarze (pierwsze było przez Nowikowa zagrane po relacji o śmierci Dygata).Atutem tego spektaklu jest niewątpliwie wokalny i aktorski talent Anny Mierzwy, która bez kłopotu, swobodnie jest w stanie pokonać wszelkie trudności w aktorsko-piosenkarskiej interpretacji trudnych przecież i niebanalnych utworów z repertuaru Kaliny Jędrusik. Skalę swego talentu aktorskiego ujawnia ona pod koniec, kiedy z agresywnej trzpiotki przeistacza się w kobietę dojrzałą, ciężko doświadczoną, zepchniętą na margines. Kolejnym atutem jest opracowanie muzyczne spektaklu oraz perfekcyjnie grający instrumentaliści. Trochę zastrzeżeń można i trzeba mieć do scenariusza, którego autorka za wszelką cenę chciała nam pokazać „całą Kalinę”, spłycając niektóre motywy z jej bogatego życiorysu. Trochę więcej umiaru mogła też wykazać reżyserka Agata Biziuk, bo życie „seksbomby” można jednak, moim zdaniem, pokazać bez „dialogów” z przemówieniem tow. Wiesława, bez popadania w tanie „tico-tico, erotico” rodem z wysilonych reality shows podrzędnego sortu no i bez zaczepiania widza, który np. może zareagować agresywnie na prowokację aktorki. I co wtedy? Gdzieś blisko będzie strażak?Wróżę temu spektaklowi długi żywot. Niech trwa – Kalina Jędrusik i Anna Mierzwa niewątpliwie na to Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w PoznaniuKalinamonodram muzyczny Anny Mierzwykoncepcja, wybór piosenek i wykonanie: Anna Mierzwareżyseria: Agata Biziukscenografia i kostiumy: Justyna Przybylskatekst i dramaturgia: Magdalena Zaniewskaaranżacje muzyczne: Krzysztof „Wiki” Nowikowruch sceniczny: Kamil Guzywideo: Krzysztof Blokzespół muzyczny: Krzysztof „Wiki” Nowikow (gitara), Mieszko Łowżył (perkusja), Stanisław Pawlak (instrumenty klawiszowe), Piotr „Max” Wiśniewski (gitara basowa)premiera:
Przez życie pójdę, oglądając się wstecz. Uniosę go, ocalę wszędzie. Czy będziesz przy mnie, czy nie będziesz, Talizman mój zamyśleń nagłych twych i rzęs. Obdarowana tobą, miły, Gdy powiesz do mnie kiedyś: wybacz. Przez życie pójdę, oglądając się wstecz. Naprawdę jaki jesteś, nie wie nikt, To prawda niepotrzebna wcale mi.

W niedzielę, 11 marca 2018 r., sala w Domu Weselnym „Ambrozja” w Łapiguzie była miejscem obchodów Dnia Kobiet dla sołectwa Łapiguz. Spotkanie rozpoczęło się powitaniem gości, a poprowadzili je sołtys Łapiguza Dariusz Rabiega i Janusz Sereda członek Rady Sołeckiej Łapiguza. Słowo wstępne o kobietach powiedział Andrzej Luszewski członek kabaretu „Taka Potrzeba”. Jako pierwsi z bogatą częścią artystyczną wystapili uczniowie ze Szkoły Podstawowej w Borowinie Sitanieckiej pod kierunkiem nauczyciel Małgorzaty Flis, a byli to: Martyna Brodzińska, Oliwia Kliza, Emilia Kościuk, Amelia Lachowiec, Magdalena Miętkiewicz, Dawid Pióro, Maciej Ptak, Weronika Sędłak, Dominik Skowron, Jan Szala, Gracjan Grątkowski, Iga Gratkowska, Zosia Wiater, Basia Brodziak, Helena Hojda, Kamil Rabiega, Janek Brodziak, Natalia Kieratyn. Występy nagrodzono gromkimi brawami. Z dużym entuzjazmem przyjęto występ grupy wokalnej „Show Men” z Szopinka pod kierunkiem Mariusza Giery. Życzenia dla pań w imieniu Wójta i Samorządu Gminy Zamość złożył Konrad Dziuba, zgromadzeni panowie wspólnie odśpiewali sto lat, wręczyli okolicznościowe upominki, a wszystkich zgromadzonych poczęstowali przygotowanym tortem. W dalszej części spotkania wystąpił kabaret „Taka potrzeba” z Łapiguza, a na zakończenie chór „Zorza” z Gminnego Ośrodka Kultury w Skierbieszowie. Organizatorami spotkania dofinansowanego w ramach zadania publicznego pt. „Wspieranie i upowszechnianie idei samorządowej poprzez wdrażanie programu pobudzania aktywności obywatelskiej” byli: Samorząd Gminy Zamość, Koło Gospodyń Wiejskich w Łapiguzie, Sołtys i Rada Sołecka Sołectwa Łapiguz, Stowarzyszenie Kobiet na rzecz promocji i rozwoju środowisk lokalnych 28+, Gminny Ośrodek Kultury Gminy Zamość. EO

Naprawde jaka jestes Nie wie nikt To prawda niepotrzebna Wcale mi Gdy nie po drodze Bedzie razem isc Uniose twoj Zapach snu Rysunek ust Barwe slow Niedokonczony Jasny portret twoj. Uniose go Ocale wszedzie Czy bedziesz przy mnie Czy nie bedziesz Talizman moj Zamyslen naglych twych I rzes Gdy powiesz do mnie kiedys — wybacz Przez zycie pojde
Moje konto Wielki sport, wielkie emocje. Tak można podsumować VIII edycję turnieju piłki nożnej Hattrick Cup 2022, która przeszła do historii. Hattrick zwyciężył w obydwu kategoriach wiekowych tzn. w roczniku 2014 oraz ... Perełka- tak można nazwać film, który ukazał się na stronie TVP o naszym mieście. Prawie 20 minut wspomnień, czasu, który uciekł bezpowrotnie. Czy ktoś rozpoznaje siebie na tym filmie? Poniżej prezentujemy link do ... Już w najbliższą niedzielę, 5 czerwca, zapraszamy na "Kanary" do Konradowa, gdzie odbędzie się Amatorski turniej piłki siatkowej trójek na piasku. Jak się udało dowiedzieć portalowi, będzie to cykl ośmiu turniejów dla ... Mecz XXX kolejki, piłkarskiej klasy okręgowej pomiędzy GKS-em Głuchołazy, a Orłem Reńska Wieś zapowiadał się ciekawie. Był to pojedynek trzeciej z piątą drużyną II grupy klasy okręgowej. I na tym można byłoby ... Tak można określić to co w ostatnich dniach dzieje się w naszym mieście. Wczoraj podjęto uchwałę o podziale Centrum Kultury. Nasz włodarz i jego kochana Rada Miejska, 21 osób "rycerze ... Dni Głuchołaz zbliżają się wielkimi krokami. Już tylko 58 dni pozostało do wyjątkowego święta miasta. Dni Głuchołaz odbędą się w terminie od 10 do 12 czerwca 2022 r. Będą elementem ... Chór Capricolium po dwóch latach przerwy powraca, aby uświetnić uroczystości związane z Triduum ... Szanowni Mieszkańcy, Gmina Głuchołazy solidaryzuje się z Narodem ukraińskim. W obliczu zaistniałej sytuacji samorząd Gminy Głuchołazy podjął działania umożliwiające przystosowanie obiektu ... W niedzielę przed północą doszło do śmiertelnego wypadku na drodze wojewódzkiej 411. Służby ratunkowe otrzymały zgłoszenie o wypadku pomiędzy Nowym Świętowem a Przełękiem. Kierujący samochodem ... "Witam, piszę w sprawie incydentu który dzieje się wraz z opadami śniegu. Kiedy śnieg spadnie na jezdnie to na drugi dzień pojawia się popiół z pieca, jest to tani zamiennik soli oraz piasku. Pytanie dla ... Już za kilka dni wchodzi w życie nowy rozkład jazdy PKP. Niestety tak dobre dla wielu mieszkańców, studentów połączenie bezpośrednie z Wrocławiem zostanie zastąpione ... Dziś w nocy w Podkamieniu w powiecie nyskim, na drodze wojewódzkiej 411 doszło do tragicznego wypadku. 41 letni mieszkaniec miasta, został potrącony przez busa. ... .twentytwenty-after-label::before { content: ... Na dwie kolejki przed końcem zakończenia rundy jesiennej piłkarskiej klasy okręgowej, GKS Głuchołazy został lderem, kosztem prudnickiej Pogoni, która w hicie XV kolejki, uległa na wyjeździe Sudetom Bugrabice 0-1. ... Głuchołazianin, Bartek Przedwojewski zaprasza do Głuchołaz na wspólne bieganie w pięknej scenerii okolic Góry Chrobrego, oraz oczywiście nie zabraknie biegu po 300 ... Dwie wygrane i porażka. A co za tym się kryje? O dwóch wygranych naszych drużyn, można powiedzieć w przypadku GKS-ów Głuchołazy. Występujący w klasie okręgowej, GKS, pokonał po bardzo ciekawym ... 14 medali zdobyli nasi zawodnicy w Mistrzostwach Polski Dzieci w Karate Tradycyjnym w Zielonej Górze. Pierwsze miejsca konkurencja kata zdobyły: .twentytwenty-after-label::before { content: ""; } ... Coraz bliżej końca zbiórki pieniędzy na odnowienie mogiły powstańca śląskiego pana Leona Woźnicy. Już tylko dwa dni pozostało do zamknięcia zbiórki. Stowarzyszenie z Głuchołaz dostało dofinansowanie z Urzędu Marszałkowskiego na ten ... Inaczej nie mogliśmy nazwać tytułu tego artykułu. Mija kilka tygodni od dewastacji naszej "perełki" czyli szaletu, który zamiast służyć ludziom po prostu służy, ale jako miejsce spoczynku wandali itp. Wstyd jakich ... Dzisiaj 28sierpnia 2021 doszło do nieszczęśliwego wypadku przy wieży na Kopie Biskupiej w Górach opawskich . Służby ratownicze dostały zgłoszenie o godzinie 16:17. Ze zgłoszenia wynikało że ... Rozpoczęły się prace ziemne związane z rozbudową Cmentarza Komunalnego w Głuchołazach. Niestety liczba odchodzących osób w naszej gminie z roku na rok wzrasta i niestety potrzebna była ... W rozegranym w sobotę Amatorskim Turnieju Siatkówki Plażowej drużyn 3-osobowych wystartowało 11 drużyn. W kategorii poniżej 175 cm najlepsi okazali się Sople. Na miejscu II uplasowała się drużyna o nazwie ... Dzisiaj około godziny 19 w Jarnołtówku, .Górach Opawskich na skałkach Piekiełko mężczyzna spadł ze ścianki skały. Zdarzenie miało miejsce w nieczynnym kamieniołomie Piekiełku pod szczytem ... Widoki naprawdę będą cieszyły nie tylko miłośników Głuchołaz, ale zapewne przyszłych turystów, którzy chcą odwiedzić nasze miasto. Kolejną niespodziankę zrobiła nam firma gissnet..pl Tym razem ... W rozegranym w sobotę Amatorskim Turnieju Siatkówki Plażowej drużyn trzyosobowych wystartowało 10 drużyn. Do turnieju przystąpiło 6zespołów w kategorii +175 cm, oraz ... Wygrana dawała nadzieję na pozostanie w IV lidze, przegrana spadek. Niestety po bardzo dobrym meczu w wykonaniu piłkarzy GKS-u Głuchołazy, drużyna prowadzona przez Wojciecha Lasotę, uległa ... Leśna - obiekt westchnień seniorów i tych, którzy jeszcze w latach 90-tych zażywali kąpieli w jednym z najpiękniej położonych basenów w kraju ponownie trafi pod młotek. Do takiej miało dojść nieco wcześniej za sprawą ... Po sukcesie w MP nauczycieli w wyciskaniu sztangi leżąc, Daniel Szenawa obrał sobie kolejny cel. Zostać mistrzem Polski w kulturystyce. ... O sprawie dowiedzieliśmy się z fb. To się nie mieści w głowie. Poniżej prezentujemy treść, którą publikujemy. Nie pozwolimy na bestialstwo. .twentytwenty-after-label::before { content: ""; } ... My, strażacy Ochotniczej Straż Pożarnej w Bodzanowie zwracamy się do Was o pomoc finansową w zakupie nowego samochodu ratowniczo - gaśniczego. W roku 2021 dostaliśmy realną szansę wymiany naszego 40-to letniego ... Zostały zaprezentowane prace wykonane przez kreatywne kobiety naszego miasta, stworzone z pasji, zamiłowania, predyspozycji oraz wrodzonego talentu. Malarstwo, ceramika, fotografia, poezja to jedynie nieliczne umiejętności Głuchołazianek, które z zaangażowaniem emocjonalnym podchodzą do tego czym się zajmują. Pani Elżbieta Śnieżek, która od dwóch lat uczęszcza na zajęcia ceramiczne prowadzone przez panią Renatę Kukla opowiada z rozrzewnieniem i entuzjazmem, że nawet nie była świadoma, że jej ambicje związane są właśnie z ceramiką. Zapytana w jaki sposób odkryła w sobie to zamiłowanie odpowiedziała „Warto czegoś spróbować, żeby czegoś się o sobie dowiedzieć”. Bardzo spodobała mi się ta sentencja. Foto: Renata Kukla. Na sali widowiskowej program artystyczny rozpoczęła pani Olga Warowiec śpiewając utwór „Ja śpiewam piosenkę” pod akompaniamentem pana Mariusza Lewicza. Następnie na scenie wystąpiły panie: Zofia Tarchała oraz Barbara Turska, które deklamowały, recytowały wiersze. Również pani Patrycja Prochot – Sojka przeczytała fragment książki własnego autorstwa „Baj-o-dużenie” oraz reportaż z wojny rosyjsko – gruzińskiej. Wystąpiły p. Anna Kisiel i Klaudia Wilkowska w tańcu pt.” Mgnienie”. Wszystkie kobiety, które wystąpiły i których prace zostały uwidocznione zasługują na podziw i uznanie: Barbara Andrzejewska, Grażyna Baran, Beata Baran – Michałek, Danuta Czapla, Urszula Cichocka, Joanna Duda, Maria Fiałkowska, Ewa Hojda, Alicja Jamróz, Ewa Kazula, Anna Kisiel, Marta Kluczewska, Aleksandra Kosińska, Marta Landwójtowicz, Sylwia Łakoma, Dagmara Łysek, Anna Malinowska, Beata Napiontek, Katarzyna Ostrowska, Wiktoria Otremba, Anna Prościak, Beata Puzia, Barbara Reszka, Alicja Różyk–Myrta, Irena Rup, Katarzyna Rychel, Jadwiga Rytko-Herman, Iwona Siemion, Małgorzata Sosulska, Jolanta Szmyt, Joanna Sznajder, Elżbieta Śnieżek, Zofia Tarchała, Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz, Barbara Turska, Olga Warowiec, Teresa Wilk, Klaudia Wilkowska, Alicja Witkowska, Maria Wróbel. Reasumując: spotkanie, które zostało zaaranżowane przez Centrum Kultury okazało się doskonałym przedsięwzięciem. Intencja, cel, aby ukazać kobiety i ich pasje, żeby zostały zauważone i docenione to godny pochwały pomysł. Wiele kobiet, o których wczoraj nie wspomniano posiadają talent, lecz z nieśmiałości pozostają w ukryciu. Należy te kobiety zmotywować, aby ukazały światu to czym mogą się pochwalić. Należy przytoczyć tytułowe słowa „Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt”. Bardzo adekwatne wyrażenie odnoszące się do wielu kobiet. Najnowsze wiadomości Kolejne artykuły Najnowsze ogłoszenia Przydatne Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Więcej o ciasteczkach...Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych na zasadach określonych w polityce prywatności. Zanim przejdziesz do serwisu, prosimy zapoznać się ze zmianami w zakresie przetwarzania Twoich danych osobowych. Aby sprawdzić, czego dotyczy zgoda na przetwarzanie danych Kliknij tutaj. Akceptuj Zgodnie z wymogami prawnymi nałożonymi na nas przez Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE przyjęliśmy nową politykę prywatności, w której wyjaśniamy w jaki sposób zbieramy, przetwarzamy i chronimy wasze dane osobowe. Przypominamy ponadto, że dla prawidłowego działania serwisu używamy informacji zapisanych w plikach cookies, korzystamy z nich też do celów statystycznych i reklamowych - również tych profilujących użytkownika wedle jego zainteresowań. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies i podobnych technologii w celach technicznych, reklamowych, statystycznych oraz by dostosować Serwis do indywidualnych potrzeb Użytkowników. W ustawieniach przeglądarki internetowej można zmienić ustawienia dotyczące wszystkich powyższych plików cookies, choć serwis może bez nich nie działać poprawnie. Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies we wskazanych powyżej celach, prosimy o zmianę ustawień w przeglądarce lub opuszczenie serwisu. Aktualności Moje konto Menu Portal Ogłoszenia Nekrologi. Ślij (bezpłatne) poprzez formularz w zakładce Redakcja. Galeria nie zawiera żadnych obrazów. Co, gdzie, kiedy? Bieżące imprezy i zaproszenia. Organizujesz imprezę? Ślij plakat do nas.
Nikt na świecie nie wie, nikt. Tego nikt nie zgadnie, Co mam w sercu na dnie -. Tylko ja mój sekret znam. Ale właśnie dziś przyszło mi na myśl, Że ktoś chce mnie zdemaskować, Bo już skoro świt Jurcio grał jak z płyt. Tej piosenki tajny rytm. La la la la la la.
strona główna > bez kategorii „Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt To prawda nie potrzebna wcale mi Gdy nie po drodze będzie razem iść Uniosę Twój zapach snu Rysunek ust, barwę słów Niedokończony, jasny portret Twój……” Tymi strofami utworu Jonasza Kofty rozbrzmiała przestrzeń MIEJSCA AKCJI PACA 40 w Warszawie, podczas otwarcia wystawy artysty fotografa p. Iwo Świątkowskiego zatytułowanej „Realizm Geometryczny”. Wernisaż był pierwszym z szeregu wspólnych wydarzeń artystycznych jakie ma w planach MIEJSCE AKCJI PACA 40 oraz „JA i TY” Stowarzyszenie Ludzie Aktywnie Naznaczonych. Wszystko to zaś, mogło się zdarzyć dzięki nawiązanej przed kilkoma miesiącami współpracy pomiędzy Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej a stowarzyszeniem „JA i TY”. Serdeczni gospodarze z p. Agatą Gajda na czele oraz życzliwe i szczere zainteresowanie lokalnych mieszkańców wystawą i przygotowaną oprawą muzyczną, sprawiły radość i satysfakcję autorowi prac – Iwo Świątkowskiemu oraz występującym artystom: p. Kindze Sokół i p. Zbigniewowi Brzezińskiemu oraz p. Janowi Suchodole, który królował za pianinem. Klimatyczna muzyka, piękne portrety kobiet, ciepłe przyjęcie i zaproszenia na przyszłość, wszystko razem złożyło się na niepowtarzalny nastrój całego wydarzenia i wieczoru. Wystawę będzie można podziwiać w MIEJSCE AKCJI PACA 40, przy ul. Paca 40 do 11 czerwca. Zapraszamy. Tekst: K. Kuklińska, Zdjęcia: I. Świątkowski.
Piosenka francuskiej artystki Jain "Makeba" opanowała światowe media społecznościowe. Utwór "Makeba" ma już kilka lat, ale dopiero teraz stał się tzw. viralem, czyli hitem krążącym w internecie. Być może niewielu wie, o czym opowiada piosenka. Jej tytuł odnosi się do Miriam Makeby, artystki i aktywistki na rzecz praw człowieka.
Tekst piosenki: Jej portret Teskt oryginalny: zobacz tłumaczenie › Tłumaczenie: zobacz tekst oryginalny › Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty W tańczących wokół szarych lustrach dni Rozbłyska Twój złoty śmiech Przerwany w pół czuły gest W pamięci składam wciąż Pasjans z samych serc Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt To prawda nie potrzebna wcale mi Gdy nie po drodze będzie razem iść Uniosę Twój zapach snu Rysunek ust, barwę słów Niedokończony, jasny portret Twój Uniosę go ocalę wszędzie Czy będziesz przy mnie, czy nie będziesz Talizman mój, zamyśleń nagłych Twych i rzęs Obdarowany Tobą miła Gdy powiesz do mnie kiedyś: wybacz Przez życie pójdę oglądając się wstecz Da da da da da da da da Du du du du du du du du Ta da da du du du du du Ta da da da da da Ta da da da da da Da da da da da da da da Uniosę go ocalę wszędzie Czy będziesz przy mnie, czy nie będziesz Talizman mój, zamyśleń nagłych Twych i rzęs Obdarowany Tobą miła Gdy powiesz do mnie kiedyś: wybacz Przez życie pójdę oglądając się wstecz Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt To prawda nie potrzebna wcale mi Gdy nie po drodze będzie razem iść Uniosę Twój zapach snu Rysunek ust, barwę słów Niedokończony, jasny portret Twój Really what you're nobody knows Because you do not know even the Ty The dancing around the mirrors gray days Your laughter gold shines Broken in half affectionate gesture Filed in the memory is still Solitaire from the same hearts Really what you're nobody knows It's true I did not need When there is time on the way to go I will take your scent sleep Figure lips, the color of the words Unfinished, clear portrait of your I will take it everywhere I save Are you with me or not you Talisman mine, thy sudden musings and eyelashes Gifted you a nice If you say to me once: forgive I go through life looking back Of the of the of the of theOf of of of of of of ofIt has been said that it has theOf the Ta's of theOf the Ta's of theOf the of the of the of theI will take it everywhere I save Are you with me or not you Talisman mine, thy sudden musings and eyelashes Gifted you a nice If you say to me once: forgive I go through life looking back Really what you're nobody knows It's true I did not need When there is time on the way to go I will take your scent sleep Figure lips, the color of the words Unfinished, clear portrait of your Pobierz PDF Kup podkład MP3 Słuchaj na YouTube Teledysk Informacje Bogusław Mec (ur. 21 stycznia 1947 roku w Tomaszowie Mazowieckim, zm. 11 marca 2012 w Zgierzu) - polski piosenkarz, artysta plastyk, kompozytor. Studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi, zadebiutował w 1970 roku na Łódzkiej Giełdzie Piosenki, otrzymując nagrodę główną, nagrodę publiczności, oraz wyróżnienie specjalne jury. Ma żonę Jolantę i córkę. Dyskografia * 1971 To nie był sen * 1979 Bogusław Mec 2 Read more on Słowa: J. Kofta Muzyka: W. Nahorny Rok wydania: brak danych Płyta: brak danych Ostatnio zaśpiewali Inne piosenki Bogusław Mec (8) 1 2 3 4 5 6 7 8 0 komentarzy Brak komentarzy
— Nie dojdziemy do tego, dlaczego przeleżała, bo tego nie wie nikt — przyznaje Kasia Wodecka-Stubbs, córka artysty, dyrektor artystyczna Wodecki Twist Festiwal. — Tata na początku lat 70. zaczął pisać pierwsze własne kompozycje, w tym właśnie "Lubię wracać tam, gdzie byłem", ale potem na pewien czas skierował się w stronę

Ostatnio miałem przyjemność recenzować książkę Wacława Radziwinowicza „Gogol w czasach Google'a”. Recenzję zatytułowałem „Bez pół litra Rosji nie razbierjosz”. Na okładce zbioru reportaży Barbary Włodarczyk „Nie ma jednej Rosji” widzimy sobowtóry znanych postaci z rosyjskiej historii, między innymi samego Lenina – twórcę Wielkiej Rewolucji, którego zabalsamowane zwłoki możemy do dziś „podziwiać” w mauzoleum na Placu Czerwonym. Aleksander Karbyszew, sobowtór „wiecznie żywego” Lenina i bohater tego reportażu, po ciężkim, wielogodzinnym dniu pracy wyciąga w swoim skromnym, moskiewskim mieszkaniu flaszkę, kiszone ogórki i zwraca się na koniec do Barbary Włodarczyk słowami: „Biez wodki Rossii nie rozbieriosz”. Taki mimowolny, niezamierzony cross-over – bynajmniej nie podejrzewam sobowtóra Lenina, a tym bardziej autorki reportażu, o plagiat. Broń Boże! Teren Rosji to kopalnia tematów, nic więc dziwnego, że polscy dziennikarze dużo miejsca poświęcają właśnie temu obszarowi. Wydane w ostatnim roku książki Wacława Radziwinowicza, Jacka Hugo-Badera i Barbary Włodarczyk są na to najlepszym dowodem. Popularność tej literatury świadczy także o tym, że Polaków bardzo interesuje to wszystko, co dzieje się na wschód nie od Edenu (niestety), ale od polskiej granicy. Jest w tym zainteresowaniu pomieszanie fascynacji i lęku, jest w tym zainteresowaniu pytanie, które można zapisać parafrazując słowa pewnego znanego szlagieru: Rosjo, naprawdę jaka jesteś, nie wie nikt? Barbara Włodarczyk to autorka cyklu telewizyjnych reportaży zatytułowanych „Szerokie tory”, które możemy oglądać od czasu do czasu w naszej ukochanej telewizji publicznej. Są one emitowane w takich godzinach, że przeciętny śmiertelnik, o ile nie jest bezrobotny, nie ma szansy ich obejrzeć, ale co wytrzyma konkurencję pyskujących sobie polityków lub superinteligentnych seriali? Udało mi się jednak kilka z nich zobaczyć i mogę stwierdzić jedno – są świetne. Charakteryzuje je pewien zupełnie specyficzny, rzekłbym słowiański, rodzaj ciepła. Barbara Włodarczyk nie wciela się w nich w rolę sędziego, mimo że niejednokrotnie podejmuje trudne tematy. Nawet nacjonalistycznego rzezimieszka o uroczym pseudonimie Tasak potrafi obdarzyć matczynym, choć smutnym spojrzeniem. W swoich reportażach jest kobieco czuła i chyba to wyróżnia ją spośród tłumu dziennikarskiej twardzielni. Dzięki temu to, co tworzy, czy w dziedzinie filmu dokumentalnego, czy literatury faktu, zyskuje walor owej słowiańskiej rzewności, swoistego rozczulenia nad ludzkim losem – niezależnie czy jest to los rosyjskiego oligarchy, czy bezdomnego dziecka. Tom „Nie ma jednej Rosji” pokazuje kraj pełen skrajności i mentalnych oksymoronów – to już znamy. Ale czy komuś udało się opowiedzieć o ludziach w tak totalnym frikolandzie, jakim jest współczesna Rosja? Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z prominentną dyktatorką mody, czy ludźmi z domu, który nie jest na pewno „domem spokojnej starości”, czy z pierwszym czarnoskórym rosyjskim radnym, który pomaga kobietom, czym naraża się mużczinam tępo spoglądającym znad półlitrówki, to u Barbary Włodarczyk zawsze są to ludzkie losy. Bo „bez pół litra Rosii nie rozbierjosz”. I będzie się to powiedzenie snuć się jak odwieczna mantra, a może przekleństwo. I dopiero, gdy spojrzeć na zagubionego w tym świecie paradoksów, często ogłuszonego wódką człowieka, otwiera się przed nami ta rosyjska dusza boleściwa. Barbara Włodarczyk pokazuje nam w swojej książce to, czego nie pokaże nam kamera w jej filmowych reportażach. Odkrywa przed nami czysto ludzki kontekst bohaterów tak ukształtowanych, często bezradnych wobec samych siebie i wobec swoich wyborów. Autorka pokazuje nam, że „nie ma jednej Rosji”, bo Rosja to ludzie, których spotyka na swojej drodze - w kraju, który zdaje się o tych ludziach nie pamiętać, bo zajęty jest budowaniem swojej potęgi. Na zewnątrz politura, wszystko musi ładnie wyglądać, a wewnątrz rozdarta dusza i dramat. Sławomir Domański

I stop the time again, I stop the time again, time. Suddenly. I stop the time again, I stop the time again, time. Suddenly. I'll squeeze myself in a safe corner. I'll fasten my eyes on hollow wall. I'll post something weepy. You'll give thumbs up. You'll just have a look, but I.

Dnia 18 marca 2010 roku w Zespole Szkół nr 4 odbył się V Szkolny Konkurs Recytatorski „Naprawdę, jaka jesteś nie wie nikt…” W konkursie wzięło udział 12 uczniów, którzy zaprezentowali utwory poetyckie poświęcone kobiecie. Jury w składzie: Przewodnicząca:Anna Kamińska-Grzesiak – dyrektor Szkoły Podstawowej nr 4 w Jaśle,Andrzej Papciak – Zastępca Naczelnika Wydziału Edukacji Starostwa Powiatowego w Jaśle,Małgorzata Sławniak – wicedyrektor Zespołu Szkół nr 4 w Jaśle przyznało 2 wyróżnienia dla: – Iwony Świątek – kl. 2m– Pawła Wiśniewicza – kl. 1i i Aleksandry Wojnarowicz – kl. 1o (wspólna recytacja) I miejsce – Kamil Rodak – kl. II e1II miejsce – Katarzyna Stęgowska – kl. II e2III miejsce – Marcin Grzyb – kl. I i Organizatorami konkursu były opiekunki Koła Żywego Słowa: mgr Bożena Gogosz i mgr Anna Tyrpak. Powiat Jasło Back to top button

Nikt - Bitamina / Dawid Podsiadło zobacz tekst, tłumaczenie piosenki, obejrzyj teledysk. Na odsłonie znajdują się słowa utworu - Nikt .

Strona główna » Quote » Jonasz Kofta » „Naprawdę, jaka jesteś, nie wie nikt,Bo tego nie wiesz nawet sama ty…“ — Jonasz Kofta Tags:niktTy Powiązane cytaty „Nie kocham cię za to kim jesteś, ale za to jaka jesteś kiedy przebywam z tobą.“ — Gabriel García Márquez „Już w dyskotekach brzmi łagodniej basI w radiu częściej słychać obok ciebie jest jak książę czas,Choć go od nie dawna znasz.„To nic ważnego” – pewnie powiesz mi,Naprawdę nie wiesz, jaka złota, jak wyzwanie złotem lśni,A więc skąd te głupie łzy?“ — Janusz Kondratowicz „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham.“ — Piotr Apostoł „Masz mózg w głowie. Masz stopy w butach. Możesz pokierować sobą w każdym kierunku jaki wybierzesz. Jesteś sobą. I wiesz, co wiesz. I TY jesteś tym, który zdecyduje, gdzie iść ...“ — Theodor Seuss Geisel „Ty nie jesteś kobietą! Ty jesteś wyzwaniem!“ — Éric-Emmanuel Schmitt „Zapewne, moich upiorów nikt nie nienawidził, nikt im nie zazdrościł, nikt się im nie naprzykrzał. Ale też nikt nie kochał ich miłością, jaka jedynie się liczy.“ — Antoine de Saint-Exupéry Wiersz ,,Jej portret" Jonasz Kofta Naprawdę jaka jesteś Nie wie nikt Bo tego nie wiesz Nawe… HeroFactory HeroFactory 29.05.2016

Naprawde jaka jestes Nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet Sama Ty W tanczacych wokól Szarych lustrach dni Rozblyska Twój Zloty smiech Przerwany w pól Czylu gest W pamieci skladam wciaz Pasjans z samych serc Naprawde jaka jestes Nie wie nikt To prawda nie potrzebna Wcale mi Gdy nie po drodze Bedzie razem i?? Uniose Twój Zapach snu Rysunek ust Barwe slów Niedokoaczony Jasny portret Twój Uniose go Ocale wszedzie Czy bedziesz przy mnie Czy nie bedziesz Talizman mój Zamyslen naglych Twych I rzes Gdy powiesz do mnie kiedys - wybacz ... Przez zycie pójde Ogladajac sie wstecz Naprawde jaka jestes Nie wie nikt To prawda niepotrzebna Wcale mi Gdy nie po drodze Bedzie razem isc Uniose Twój Zapach snu Rysunek ust Barwe slow Niedokonczony Jasny portret Twoj Uniose go Ocale wszedzie Czy nie bedziesz Talizman moj Zamyslen naglych Twych I rzes Gdy powiesz do mnie kiedys-wybacz... Przez zycie pojde Ogladajac sie wstecz Uniose Twoj Zapach snu Rysunek ust Barwe slow Niedokonczony

Wszyscy wiedzą, że jesteś jedną z Ew. Tych najmilszych i na medal. Ale kto by zgadł, kto by nagle wpadł. Na mych uczuć tajny ślad. Nikt na świecie nie wie, że się kocham w Ewie. Nikt na świecie nie wie, nikt. Tego nikt nie zgadnie, co mam w sercu na dnie. Tylko ja mój sekret znam. Ale właśnie dziś przyszło mi na myśl.
ale wkoło jest wesoło. człowiek w pracy, małpa w zoo. puste pole za stodołą. chłop zaprawia - ale dżez. jak naprawdę jest - nikt nie wie. kornik ryje dziurę w drzewie. elektronik kradnie w Tewie. a chłop pije - ale dżez! Pobierz PDF. 1WHQKxE.